Tynki w garażu, kotłowni i ganku

Opublikowany: Sierpień 25th, 2011 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Ponieważ chcieliśmy jak najszybciej zamknąć temat robót „mokrych” w naszym domu, nie przebieraliśmy w ogłoszeniach, tylko sięgnęliśmy po gazetę i zaczęliśmy umawiać fachowców. Oczywiście każdy zastawiał się terminami, ceną itd. ale udało się nam umówić kilku fachowców.
Generalnie na terenie Wołomina tynki plasują się na poziomie 27 PLN za m2 i takie ceny podawały ekipy. Oczywiście na miejscu okazywało się, że z powodu małej powierzchni do otynkowania (127m2) cena skacze do 30 PLN / m2. Bardzo nam się to nie podobało, ale czas nas naglił, więc jakoś przełknęliśmy cenę i umówiliśmy ekipę.
Ekipa z ogłoszenia po raz kolejny okazała się błędem.
Na początek szef ekipy (pan Najman) zmieniał 2 razy termin i tak oto przepadł mi cały urlop na samym w oczekiwaniu na nich.

Tynki w kotłowni

Tynki w kotłowni


W końcu po 2 tygodniach oczekiwań pojawili się fachowcy. Umówiliśmy się na 3-4 dni pracy (poprzedni tynkarze otynkowali nam dwa piętra w 3 dni). Panowie przyjechali w sobotę. Założyli kilka narożników, popryskali ściany garażu. W sumie zajęło im to 3 godziny i pojechali bo towar im się skończył 🙂 Po tym można by już się domyśleć co będzie działo się dalej. A dalej było już tylko gorzej. Panowie (później niż poprzednie ekipy) zjawiali się około 10.00-11.00, nie rozłożyli folii na podłogach (tam gdzie są kratki odpływowe), na bramach garażowych, etc. Zuza upominała ich codziennie o to, żeby to zabezpieczyli wszystko co się może ubrudzić, ale odpowiadali że oni to wszystko posprzątają. Po całym dniu takiego gadania Zuzy, w końcu nie wytrzymałem i opierdoliłem telefonicznie szefa (który jak się okazało tylko przywoził 2 fachowców do pracy i wracał do domu). Powiedziałem, że mają wszystko zabezpieczyć, bo ja później nie będę skrobał tynków z wylewek i bram. Następnego dnia szef pogadał z fachowcami i … dalej nic nie zrobili 😉 Okazało się że pracownicy mają swojego szefa w głębokim poważaniu. Jeden zmienia zawód, a drugi ma to w dupie.

Schowek w garażu

Schowek w garażu


Dzień trzeci. Tym razem nie wytrzymała Zuza. Pomimo mojej rozmowy i szefa, tynkarze olali sprawę zabezpieczeń i dalej robili swoje. Zuza spytała czy sama ma im poukładać te folie ? Na co fachowcy stwierdzili, że przecież oni to wszystko posprzątają i umyją. Pop południu przyjechał szef. Zuza spytała o folię, szef stwierdził że się posprząta i wtedy prawdopodobnie coś w niej pękło 😉 poleciała słona wiązanka na szefa, o folii, o terminach, o tym że minęły 3 dni a nie zaczęli jeszcze kotłowni i ganku, a każdy ma w dupie to co ona mówi. Szef się delikatnie mówiąc zdziwił, po czym oburzył i powiedział że skoro się nam nie podoba to zbierają sprzęt i kończą. Na co Zuza stwierdziła krótko – To proszę zabierać sprzęt i kończyć !-
Szef oniemiały wydukał, że musimy najpierw zapłacić za skończony garaż i się zbierają. Na co Zuza odparła – Musicie najpierw skończyć garaż – Przecież jest skończony ! – Tak ? To zapraszam do garażu – a wtedy jego oczom ukazały się bramy garażowe na których nie było jeszcze przyklejonych wszystkich narożników – I co ? Czegoś tu nie brakuje ? – Spytała Zuza i pokazała jeszcze zasyfiony otwór kratki odpływowej. Po tym wszystkim szef obraził się i po prostu pojechał w nieznane zostawiając swoich ludzi …

Kotłownia

Kotłownia


Po tej akcji sprawa spadła na moją głowę, bo musiałem jakoś to wszystko załatwić. Byłem zdecydowany żeby natychmiast się zbierali, obciąć wynagrodzenie i pogonić to całe towarzystwo, ale pomyślałem że następna ekipa za dokończenie ganku weźmie już 40 PLN, więc zadzwoniłem na spokojnie do gościa. Oczywiście Pan żalił się na żonę, że na niego nakrzyczała, że jeśli nam nie odpowiada jeden dzień poślizgu to oni mogą się zbierać. Spytałem więc czy dalej utrzymuje, że to będzie tylko jeden dzień poślizgu, bo przecież nie zaczęli jeszcze ganku. Pan się chwilę zastanowił i stwierdził – Tak jeden dzień – na co ja po dalszej rozmowie na temat zabezpieczenia bram i podłogi folią, oraz ostatecznym terminie prac zgodziłem się na to, aby kontynuowali prace z ostatecznym terminem który sami przełożyli.

Tynki - Kotłownia i ganek

Tynki - Kotłownia i ganek

Następnego dnia prace zaczęły się posuwać jakby szybciej. Większość elementów została zabezpieczona, bo żona szefa przywiozła w ciągu dnia folię ochronną. Panowie walczyli ze wszystkim do wieczora. Z tynkami udało im się z czasem, ale ilością sprzątania byli wyraźnie zaskoczeni 😉 Mieli tyle do mycia, że gdyby położyli folie ochronne skończyliby dzień wcześniej. Efekt – tynkowanie 127 m2 zajęło im 5 dni!

Tynki - Garaż

Tynki - Garaż

Samo tynkowanie zajęłoby im spokojnie 3 dni bez większego ciśnienia, ale najwyraźniej tym osobnikom nie chciało się wcale pracować. Żeby było śmieszniej mieli płacone z metra a nie na godziny, więc kompletnie ich nie rozumiałem. Na sam koniec przyjechał szef i chciał się już rozliczać. Na co ja stwierdziłem, że po pierwsze muszę robotę odebrać w świetle dziennym, po drugie będę dopiero koło 20.00 bo tak wracam z pracy, a po trzecie i tak nie mam pełnej kwoty, bo bank już zamknięty, a przez ich opóźnienie musiałem zapłacić zaliczkę panom od kostki brukowej. Skwitowałem całą sytuację – Ja też mogę mieć chyba dzień poślizgu ? – Po tym szef stwierdził że nie będzie na mnie czekać i wpadnie rozliczyć się w sobotę .

Tynki - Garaż

Tynki - Garaż

W wielkim skrócie szef przyjechał w sobotę. Zanim się rozliczyliśmy, musiał jeszcze pozacierać kilka nierówności, o których jego ludzie jeszcze zapomnieli. Na same tynki nie ma co na razie narzekać, natomiast …
Panowie zatynkowali mi 2 gniazdka, upieprzyli bramy (nawet po myciu widać), zasyfili odpływy i nie zamocowali jednej puszki !
Nerwów nie jestem w stanie ocenić. Uff skończyli.


Koszula do ślubu, proste zadanie ?

Opublikowany: Grudzień 4th, 2008 | Autor: | Kategoria: Przemyślenia, Ślub |
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Brak komentarzy 3 komentarze »
Koszula

Koszula

Mówi się, że koszulę ślubną powinna kupować Panu Młodemu Panna Młoda, powiem tak … powodzenia 🙂 Wybór koszuli nie jest łatwym zadaniem, jeśli macie swoiste wymagania co do samej koszuli rzecz jasna. Ja chciałem mieć koszulę z mankietami, guziki frontowe wewnątrz, nie daj Boże kieszeni z przodu, klasyczny kołnierz i uwaga … 100% bawełny. Proste prawda ? Otóż nie 🙂 Jest bardzo niewiele miejsc w których kupicie 100-tu procentowo bawełnianą koszulę do ślubu. Większość facetów nie zwraca na to uwagi, że w 90% przypadków koszule są mieszanką jakichś tekstyliów (uczulenia na Tajwan ?), ale nie każdy jest tak wydziergany na łapach jak ja 🙂 więc dla większości z nich problem nie istnieje. Mi jednak zależało na nieprześwitującej warstwie materiału, aby późniejsze zdjęcia nie skupiały się tylko na moich tribalach, ale na obrazie całościowym 🙂

Zacząłem, pełny nadziei, w pierwszym lepszym sklepie z ciuchami do ślubu, jaki efekt ? – Nie mamy 100 procentowo bawełnianych koszul, ponieważ są strasznie drogie i nikt nie chce ich kupować. Ceny zaczynają się w granicach 300 PLN, a dostanie Pan coś takiego tylko w firmie OLYMP . Mają swoje stoisko w Arkadii na Jana Pawła – nie dyskutując więc za długo, udałem się do Arkadii w Warszawie, aby dokonać dosyć istotnego zakupu, czyli swojej śnieżno białej koszuli. Dość szybko trafiłem do sklepu OLYMP, natychmiast znalazłem rozmiar spełniający wszystkie moje wygórowane wymagania, poza jednym … koszuli nie można przymierzyć ! Nie ma przymierzalni, koszule są zapakowane i strasznie drogie. Wyrażam więc swoje wielkie zażenowanie do obsługującej Pani – Przepraszam, ale muszę się poważnie zastanowić nad zakupem, ponieważ za prawie 400 PLN nie wiem co kupuję i jak to będzie na mnie wyglądać – na co, jak gdyby nigdy nic, Pani odpowiedziała – Rozumiem – obróciłem się i wyszedłem zażenowany.

Można powiedzieć, że nie zastanawiałem się zbyt długo nad OLYMP-em, bo tuż po wyjściu ze sklepu przed oczami wyrosła mi Wólczanka, stwierdziłem więc, że czas chyba zobaczyć inne opcje. Wszedłem do Wólczanki. Bez najmniejszego problemu przymierzyłem koszulę, nikt nie robił żadnych fochów. Koszula leżała na mnie idealnie, jedynym mankamentem koszuli były tylko zapinane od zewnątrz guziki, więc znów ciężko było mi się zdecydować i powiedziałem ekspedientce, że się zastanowię. Po wyjściu z Wólczanki, trafiłem jeszcze do innych sklepów : DIGEL, Royal Collection, etc. Zrobiłem maraton po całej konfekcji Arkadii i wróciłem z niczym do Wólczanki. Stwierdziłem, że moich guzików i tak przecież nie będzie widać pod kamizelką, więc mogę z tym żyć. I kupiłem, ( 280 PLN ) strasznie droga koszula, aż dziś mi się serce kraje, jednak nie był to jeszcze koniec niespodzianek …

Przymierzyłem koszulę Wólczanki ponownie w domu, leżała doskonale, byłem bardzo zadowolony z materiału, a po założeniu spinek do mankietów poczułem za co zapłaciłem. Następnie przymierzyłem marynarkę … i tu lekkie zdziwienie. Porada Pana młodego : należy zawsze z sobą nosić centymetr i znać : długości, obwody i inne wymiary części garderoby. Dlaczego ? Otóż, obwód rękawa w połączeniu ze spinkami do mankietów okazał się być w moim przypadku większy od obwodu rękawa garnituru, a chyba nie ma nic bardziej wkurzającego od harmonijki zwijającej się na łokciach, bo przecież rękaw garnituru zamiast opadać swobodnie na dłonie, zatrzymuje się na mankiecie … grrr ! Mi nie pomogło nawet zapięcie mankietów w inny sposób. Dwa centymetry mniej w obwodzie rękawa koszuli i byłbym zadowolony, ale niestety …

Kilka dni później znów pojawiłem się w Arkadii, ale tym razem trochę się wycwaniłem. Jakimś cudem znalazłem koszule OLYMP-u w sklepie Royal Collection, zapakowane ale … od czego są przymierzalnie 🙂 No więc czmychnąłem szybko do przymierzalni z koszulą której nie mogłem rozpakować w OLYMP-ie i rozpakowałem ją w Royalu. Trzeba sobie jakoś w życiu radzić, prawda ? Byłem bardzo zadowolony z rozmiaru, czego niestety nie mogłem powiedzieć o przezroczystości. Zdecydowanie widać było wszystkie moje dziary pod rękawami, więc moja początkowa euforia szybko minęła. Zapakowałem koszulę z powrotem … a przynajmniej spróbowałem zapakować 😀 bo zostało mi jeszcze kilka szpilek, które wyciągnąłem z koszuli otwierając ją. Następnie udałem się do ostatniego miejsca w którym były jeszcze koszule spełniające ( przynajmniej częściowo ) moje wymagania, czyli DIGEL.

W Digelu koszule nie były wcale tańsze od tych w OLYMP-ie i również nie można było ich przymierzać, ale … Digel jako jeden z nielicznych sklepów miał możliwość przymiarki jedynego rozpakowanego egzemplarza w przymierzalni. Co prawda mierzyło ją już chyba stu facetów, więc capiła niemiłosiernie, ale za to nie straciłem nadziei na dobry zakup. I co się okazało ? Założyłem koszulę, sprawdziłem przezroczystość, zmierzyłem rękawy i miałem dokładnie 15 sekund na decyzję … koleś, który wszedł po mnie do sklepu poprosił o mój rozmiar, a ten który właśnie mierzyłem był ostatni ! Nie zawahałem się ani chwili, to był najszybszy i najbardziej trafny zakup tego dnia. Miałem już swoją koszulę, ale to wciąż nie był koniec moich niespodzianek …

Koszula była zapakowana w papierową torbę (po prostu kocham ekologię), postawiłem ją na chwilę na ziemi … gdzie oczywiście wcześniej jakiś cymbał rozlał swoje piwo ! Gratulacje Grzesiu ! Plama na rękawie !

Następnego dnia wylądowałem jeszcze w pralni i to była ( na szczęście ) już ostatnia przygoda z koszulą przed ślubem 🙂 Koszula dotrwała jakoś bezpiecznie w szafie do sierpnia i spełniła swoje najważniejsze zadanie w życiu.


-->