Dzikie zwierzęta na wsi

Opublikowany: Październik 16th, 2015 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Tym razem temat na luzie, czyli jakie zwierzaki odwiedzają nasze pielesze?
Okazuje się że jest ich całkiem sporo. Poza kotami, gołębiami, szpakami, wróblami, dzięciołem, kuropatwami, wronami i gawronami …
Mamy jeszcze takich gości :

Tradycyjnie wiewiórka poszukująca jakichś wróblich jajek.

Wiewiórka

Wiewiórka


Kuna. Szkodnik który szuka również jajek po drzewach, ale okazyjnie zagląda do psiej miski.
Kuna

Kuna


Jeżyk. Nocny szuracz i poszukwiacz jabłek w ogrodach. Nie przyjmuje jabłek od obcych.
Jeż

Jeż

Jeż

Jeż


A na koniec bociek, który odwiedził sąsiadów, więc szykuje im się trzecie dziecko 😉
Bocian

Bocian


Czekamy na sarenki, łosie, dziki 😉
Wiemy że są nieopodal, na śniegu zostają ślady.


Obrazy i ich miejsce

Opublikowany: Luty 25th, 2013 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

W końcu zebrałem się za mini galerię nad schodami. Plan był już na jej wykonanie wcześniej, ale dopiero dziś znalazł się na nią czas.
Pełna symetria. To właśnie przyświecało mi podczas wiercenia otworów w ścianie. Dobrym wyznacznikiem są same schody i odległości pomiędzy stopniami. A więc, ułożenie równoległe względem schodka. Wysokość otworu to 165cm od stopnia. Centrum obrazu jest mniej więcej na wysokości oczu i nie trzeba zadzierać głowy do góry. Odległości pomiędzy obrazami to około 30 cm. Tej długości nie trzeba idealnie przestrzegać, wizualnie wystarczy zachować symetrię w przypadku samej wysokości, jeśli wzrok ją dostrzeże, to nie będzie doszukiwać się innych detali. W końcu najważniejszy jest i tak obraz.

Często można spotkać niesymetryczne i chaotyczne rozmieszczenie obrazów w domach. Najczęściej spowodowane jest to tym, że spodobał się nam jakiś okaz i upychamy jeden obok drugiego. W pewnym momencie zburzymy symetrię. Margines pomiędzy ramkami będzie zbyt duży i zamiast skupiać się na obrazie będzie nas irytować zbyt wąska przerwa pomiędzy jednym a drugim, lub prosta biała rama obok rzeźbionej złotej. Tak najczęściej wyglądają domowe galerie … niestety.

Rozwiązanie symetryczne jest bezpieczne, miłe dla oka i przyjemne.

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami


Plafony to nie łaskotki

Opublikowany: Lipiec 28th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , , ,
Brak komentarzy 1 Komentarz »

Po wielu miesiącach użykowania oświetlenia budowlanego, czyli zwykłych żarówek w oprawkach, przyszedł czas na założenie bardziej odpowiedniego oświetlenia.
Schody nie pozostawiały wątpliwości. Plafony. Ściana jest wysoka, więc najlepszy byłby jakiś podłużny plafon, jednak po obejrzeniu dostępnych i porównaniu cen, odpowiedni plafon do ściany schodowej zaczynał się od 300 PLN. Pomyślałem więc, że ciekawiej będzie ustawić obok siebie dwa mniejsze plafony w jakiejś bardziej przystępnej cenie (powiedzmy 100PLN/szt.). I tak też zrobiłem. Znalazłem dwa mniejsze kwadratowe plafony i ułożyłem je obok siebie pod kątem 45 stopni.

Plafoniery

Plafoniery

Jednak zanim to nastąpiło, o mało nie połamałem sobie nóg. Byłem na tyle sprytny, że ustawiłem drabinę na schodach bez podparcia, a kiedy doszedłem do końca drabiny, ta oczywiście ześlizgnęła się na dół ze mną po ścianie. Grzmotnąłem prosto na gresowe schody. Pierwsze co do mnie dotarło, to to, że nie czuję lewej nogi od kolana w dół. Pięknie! Chyba złamałem nogę. Popatrzyłem że mam w kolanie lekko odgiętą nogę, oraz opuchnięty piszczel. Obdarć skóry nie liczyłem. Zastanawiałem się tylko w którym miejscu mam pęknięcie. Leżałem tak dobre 5 minut zanim coś zacząłem czuć nogę i wtedy ją wyciągnąłem. Mogłem ruszać stopą, więc wygląda na to, że wszystko jest ok. Później zobaczyłem że spadająca drabina ułamała róg gresu. Ech, pięknie, trzeba będzie skuć. Później jakoś doczłapałem na dół. Chyba więcej szczęścia niż rozumu. Żona w tym czasie karmiła dziecko, więc zobaczyła już tylko jak człapię z siniakami na nogach. Dała mi piwo i obmyła spirytusem rany.

Po kilku godzinach odpoczynku i nałożeniu plastrów … poszedłem po lepszą drabinę 😉 dwu-elementową rozkładaną. Ustawiłem ją na podłodze, podstawiłem coś żeby się nie odsunęła i opuchnięty dokończyłem dzieła.

Plafoniery

Plafoniery

Do zamontowania została jeszcze plafoniera w ganku. Montaż tego modelu był koszmarem. Dokręcenie szklanej osłony, to igrzyska olimpijskie w precyzji pracy dwoma palcami. Szczelina jest w niej tak wąska, że można dokrecić nakrętki tylko dwoma palcami. I to jeśli masz długie palce 😉 Generalnie cieszę się, że mam już to za sobą. Przez jakiś czas będę miał uraz do drabiny.

Plafon Nebraska

Plafon Nebraska

A tu właśnie efekty mojego upadku:

Ukruszony gres

Ukruszony gres

Obite nogi

Obite nogi


Na świat przyszedł Oskar

Opublikowany: Lipiec 18th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dziecko, Przemyślenia |
Tagi: , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Od czego by tu zacząć? Hmm…
Może od szkoły rodzenia, gdzie dowiedzieliśmy się wszystkich potrzebnych informacji, po czym kiedy zaczął się poród … większość wyleciała nam z głowy. Wszystko działo się bardzo szybko, więc i tak słuchaliśmy tylko lekarzy, ale zacznijmy od początku. Generalnie cała historia zaczyna 5 dni po zapowiadanym terminie porodu, kiedy to Zuza zaczęła odczuwać regularne skurcze. Choć dla Zuzy nie były to skurcze bolesne, a przynajmniej nie bardziej niż dziecko wypychające nogę w brzuchu, to jednak regularne. Kiedy skurcze z 10 minut zeszły do 7, postanowiłem że idę spać 😉 Poszliśmy więc spać, bo byliśmy pewni, że nic przez noc się nie stanie. No i nie stało się.

Rano skurcze okazały się również regularne, natomiast wróciły do poprzednich 10 minut. Zebraliśmy się więc powoli do kąpieli, ubraliśmy i pojechaliśmy do szpitala na badanie KTG. W zasadzie od razu po wywiadzie z lekarką dali nas na patologię, ponieważ na porodówce nie było miejsca. Kazali zabrać swoje rzeczy i podłączyli pod KTG. Po 1h okazało się że skurcze są częstsze, przenieśliśmy się na salę porodową. Przyszedł lekarz, zobaczył wykres i stwierdził że są skurcze, ale nie tak dobre jakby chciał, podłączyli więc Zuzę pod oksytocynę. I to był właśnie błąd 😉 O ile skurcze naturalne nie były tak odczuwalne, tak te wymuszone zaczęły się dawać we znaki.

Mieliśmy niezłe szczęście trafiając na naszą położną ze szkoły rodzenia – Perełka, czyli Gośkę Olszewską. Pewnie wszystko skończyłoby się cesarką już przy pierwszym spadku tętna dziecka, ale odpowiednie zmiany pozycji sprawiły, że wszystko wróciło do normy. Spadek tętna nastąpił kiedy skurcz naturalny przeszedł w skurcz wywołany oksytocyną, przez co jeden skurcz trwał 2 razy dłużej. Ja byłem cały czas zajęty obsługą Mama Tens. Ciekawe urządzenie, które niweluje ból podczas skurczy. Oczywiście do czasu kiedy zaczęły się skurcze spowodowane przez oksytocynę. Wtedy zaczęła się prawdziwa jazda. Kiedy odkleił się jeden z plastrów Tensa, tylko spotęgowało to ból. – Zdejmijcie to ze mnie ! – mówi samo za siebie.

Przed porodem w wannie

Generalnie byliśmy w wannie, na piłce itd. Postępowało coraz większe rozwarcie, w międzyczasie wrzaski, standardowe pchaj, pchaj, etc. Ja za Zuzą siedziałem okrakiem uciskałem brzuch i dociskałem jej głowę do klatki piersiowej. No i co ? No i nic. Zuza po niecałej godzinie takiej zabawy straciła siły i nie mogła już stać na nogach. Położyli ją więc na fotel i zapadła decyzja że muszą jej pomóc. Tętno dziecka zaczęło spadać, wtedy sytuację ocenił doktor i wykonał manewr Kristellera po którym pokazała się główka. Gośka spojrzała na małego i powiedziała – no tak, owinięty pępowiną i to dwa razy – Szybko odwinęła pępowinę i właściwie po chwili dziecko samo wyskoczyło. Urodzony w czepku, jak to mówią, bo wody nie odeszły do samego końca, na świat przyszedł Oskar.

Oskar

3.7Kg, 57 cm, 10/10

Mieliśmy niezłego stracha kiedy spadało mu tętno. Gdyby nie to, pewnie wszystko zakończyłoby się cesarką. To całe „wypychanie”, jest bardzo niebezpiecznym zabiegiem, ale wtedy nikt o tym nie myślał, liczył się czas. Na szczęście Oskar dostał 9 punktów w pierwszej minucie (za napięcie), a następnie 10 punktów w 5 minucie. Zuza jeszcze musiała się trochę dłużej pomęczyć. Oczywiście wszystko bez znieczulenia, wypychanie łożyska, szycie na żywca, a potem jeszcze zawijanie macicy na oksytocynie. Była tak blada jak papier. Za to ja mokry jak pies 😉 ale kiedy już byliśmy w pokoju, a Oskar otworzył oczka i na nas popatrzył, zapomnieliśmy o wszystkim. O braku znieczulenia w Wołomińskim szpitalu, o braku klimatyzacji, o temperaturze w pokoju 34 stopnie i o burzy która zaczęła się dokładnie kiedy zaczęła działać oksytocyna.

O samym pobycie w szpitalu, jedzeniu, temperaturze i zachowaniu personelu można by długo pisać, ale niektóre rzeczy trzeba przeżyć samemu. Pozostawiam to do oceny innych. Generalnie nie zawsze jest miło.
A tu jest już miejsce na naszego Oskara.

Oskar

Oskar

Oskar z tatą

Oskar z tatą


Gres, Terakota – samemu

Opublikowany: Sierpień 7th, 2011 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Grześ glazurnik poczuł samczą manię majsterkowania i postanowił zmienić nasz stary paskudny gres na coś ładnego 😉
I tym oto sposobem mamy nową kuchnię i łazienki.

Kafelki w łazience na dole

Kafelki w łazience na dole

Kafelki w łazience na górze

Kafelki w łazience na górze

Kafelki w kuchni

Kafelki w kuchni

Czy było trudno ?
Łatwo nie było, ale jaka to filozofia ?
Najpierw umyć podłogę, po wyschnięciu zagruntować (2-3h schnięcia), w łazienkach dodatkowo folia w płynie (malowanie 2 razy co 3 godziny i 24h schnięcia całkowitego) i można już kleić. Klej elastyczny, do gresu i jazda 😉 młotek gumowy, poziomica i krzyżyki dystansowe.
Wszelkie instrukcje znajdziecie w internecie, proste jak budowa cepa, tylko trzeba robić dokładnie.
http://www.leroymerlin.pl/porady/ukladanie-terakoty-w-kuchni,1236609857.html

Jakie popełniłem błędy?
Nie zmyłem fugi po 3 godzinach. Efekt ?
10-12 godzin skrobania zaschniętej fugi z gresu. Pamiętajcie, żeby nie zostawiać wodoodpornej i elastycznej fugi na dłużej niż 4 godziny po nałożeniu.
Poza tym … każdy może to zrobić 😉


Glazura na wannie samemu

Opublikowany: Czerwiec 27th, 2011 | Autor: | Kategoria: Przemyślenia |
Tagi: , , , ,
Brak komentarzy 6 komentarzy »

Po udanej zabudowanie wanny postanowiłem spróbować swoich sił w glazurnictwie 😉
Kupiłem ręczną maszynę do cięcia glazury, klej elastyczny, folię w płynie, packę zębatą, gumowy młotek oraz kilka innych drobiazgów i zabrałem się do pracy.
Początek należał do tych lżejszych, bo zacząłem od zagruntowania płyty gipsowo-kartonowej. Po wyschnięciu rozpocząłem pierwsze malowanie folią w płynie.

Folia w płynie na karton gipsie - pierwsze malowanie

Folia w płynie na karton gipsie - pierwsze malowanie

Oczekiwanie na wyschnięcie folii to około 3 godzin. Po tym czasie należy ze wskazaniami producenta pomalować folią ponownie.

Folia w płynie na karton gipsie - drugie malowanie

Folia w płynie na karton gipsie - drugie malowanie

Całkowity czas schnięcia folii po 2 malowaniu to 24 godziny więc warto zrobić to wcześniej. Dodam że folia w płynie to drogi, ale w przypadku zabudowy gipsowej i wanny, niezbędny wydatek rzędu 200 PLN za 10 litrów.

Folia w płynie na karton gipsie - wyschnięta

Folia w płynie na karton gipsie - wyschnięta

Po wyschnięciu możemy już śmiało nakładać klej na płyty.

Nakładanie glazury na gips-karton

Nakładanie glazury na gips-karton

Cięcie glazury to dość prosta sprawa. Po nacięciu linii w szkliwie płytki, wystarczy przełamać płytkę na udzie 😉 W przypadku mniejszych części do ułamania niż 4 cm warto posłużyć się kombinerkami i trochę pomóc sobie dłonią. Szczeliny i drobne nierówności trzeba już załatwiać kątówką, ale bardzo powoli i bardzo delikatnie, ponieważ szkliwo szczerbi się strasznie, a płytki potrafią się kruszyć z samych wibracji .

Nakładanie glazury na gips-karton 2

Nakładanie glazury na gips-karton 2

W moim przypadku musiałem nakładać klej, odczekać 48 godzin i położyć klej ponownie. Chciałem dać płytki równo z kantem wanny więc warstwa kleju wychodziła ponad 1cm. To za dużo aby za jednym razem przyklejać płytkę i aby nie spłynęły same w dół 😉

Glazura - 2 warstwa kleju

Glazura - 2 warstwa kleju

Krzyżyki dystansujące to straszna zmora. Po wyrównywaniu płytek młotkiem gumowym wypadały same po kolei 😉

Glazura - z krzyżykami dystansującymi

Glazura - z krzyżykami dystansującymi


I udało się ! Po 2 dniach zabawy i wyschnięciu można było już fugować. Większość nierówności jakie udało mi się popełnić, fuga zamaskowała całkiem ładnie. Po tym zostało już tylko zmyć fugę z płytek i cieszyć się swoją pracą.

Glazura - po fugowaniu

Glazura - po fugowaniu


Zima w domu bez ogrzewania

Opublikowany: Grudzień 6th, 2010 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , , , ,
Brak komentarzy 1 Komentarz »

Od czego zaczęliśmy ?
Jeszcze przed ujemnymi temperaturami spuściliśmy wodę z kranów i zakręciliśmy główny zawór. Miejsca odkryte, lub najbardziej narażone na działanie mrozów ociepliliśmy wełną mineralną i ciuchami 😉 I co z tego ?

Po blisko tygodniowej nieobecności w domu okazało się, że jakimś cudem zapomnieliśmy zamknąć okno ! Przywitało nas uchylone okno w salonie i 2 centymetrowa warstwa śniegu pod nim. Super. Natychmiast rozpaliłem w kozie, włączyłem grzejnik olejowy i zacząłem uszczelniać okna. Parapety które zamontował nasz specmajster, po ujemnych temperaturach trochę się opuściły. A dokładniej jakieś 1.5 mm dzięki czemu wiaterek już mógł sobie wyziębić pokoje. Potraktowałem wszystko taśmą maskującą, następnie gruba warstwa ciuchów i koców. Po godzinie już można było odczuć różnicę.

Co najbardziej w domu wieje ? Po blisko 2 godzinach poszukiwań takich miejsc okazało się, że najbardziej wieje w kanalizacji, a dokładniej w rurach odpływowych. W łazience na górze tuż nad rurą od WC na powierzchni kafelków zebrał się szron. Od razu zakorkowaliśmy taśmą i szmatami wszystkie rury odpływowe. Następne w kolejności były wszystkie otwory wentylacyjne, czyli okapowe, łazienkowe i jeden nieużywany kominkowy. Poza tym wszystkie szczeliny w oknach, w których gumowe uszczelnienie z roku na rok jest coraz słabsze.

W małym domku zabezpieczyłem kran wyprowadzony na zewnątrz. Woda co prawda została spuszczona, ale kontrolnie został obłożony folią, styropianem, deskami i do tego przysypany śniegiem mającym za zadanie zapobiegać przed wyziębiającymi wiatrami. Takie Polskie igloo 😉

Generalnie zastanawiam się nad jakimś włącznikiem czasowym montowanym do gniazdka 220V który włączał by grzejnik olejowy w określonych godzinach.

Malowanie w rogach już popękało, myślę czy nie potraktować tego na wiosnę akrylem, silikonem, albo nie dokleić styropianowych listew jak to zrobił szwagier i pozbyć się gruntownie problemu.

W czasie zimowym wykorzystałem swój czas głównie na rąbanie drewna do kozy (patrz zdjęcie rozgrzanej kozy poniżej) i prace „suche” które można w zimie wykonać. Zabrałem się więc za montaż gniazdek i kontaktów, dzięki czemu odkryłem jak w naszym domu funkcjonuje instalacja elektryczna 😉 Okazało się że w hallu mamy system schodowy, który włącza światło z jednej strony i wyłącza z drugiej. Są do tego specjalne włączniki ze znaczkiem schodów 😉 które zamykają lub otwierają jeden z obwodów. Na schodach oczywiście mamy ten sam system, ale nasz elektryk zadbał o naszą wygodę i zamontował w dwóch miejscach 🙂

Rozgrzana koza

Rozgrzana koza


Jeśli w puszkach od włączania światła występują po 3 przewody, będą tam wykorzystywane przełączniki 2 przyciskowe, lub schodowe. Jeśli w puszkach są dwa przewody, oznacza to że będą tam przełączniki włącz/wyłącz, lub jeśli są na zewnątrz, dzwonek do drzwi. Jeśli poza całą instalacją występuje jeden przewód którego nie uruchamia nic z pobliskich przełączników, najprawdopodobniej w tym miejscu będzie trzeba zamontować sygnał dzwonka 😉 A jeśli w kuchni jakiś przewód zwisa bezwładnie i jest cały czas pod napięciem, bardzo możliwe że jest to przewód do okapu (okap ma przełącznik włącz/wyłącz wbudowany w sobie).
Nasz elektryk niby bez zastrzeżeń, ale jednak coś musiał schrzanić. Poniżej zdjęcie z łazienki, gdzie zamontował zbyt blisko siebie puszki, przez co musimy poszukać jakiegoś wąskiego kontaktu i równie wąskiego włącznika.

Za blisko puszki elektryczne

Za blisko puszki elektryczne


Na koniec zabrałem się za odśnieżanie dachu garażu, co zajęło mi chyba z godzinę. Aż sam byłem zaskoczony jak mogła się na nim zebrać prawie 0.5 metrowa warstwa śniegu, podczas gdy na dachu domu ledwo 10 centymetrów. Wygląda na to, że na każde 10 stopni spadku mniej (licząc od 45 stopni) przypada po 15 centymetrów śniegu więcej 😉 Fotki poniżej.

Odśnieżanie garażu

Odśnieżanie garażu


Okna, drzwi i bramy, czyli przed zimą trochę cieplej

Opublikowany: Listopad 23rd, 2010 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

W ubiegły weekend przyjechali panowie z firmy Mar Plast montować bramy garażowe, drzwi i okna. Przekroczyli termin zapisany w umowie, ale na ich szczęście zabezpieczyli się zwłoką czasową w przypadkach pogodowych i czynnikach na które nie mają wpływu … cwaniaczki 😉
Tak czy inaczej, przyjechali Panowie najpierw trochę błądząc i szukając adresu i zaczęli montować. Po 15 minutach stwierdziłem że sam mógłbym to samo zrobić w dużo krótszym czasie bez przerwy na lunch 😉
Oczywiście i tym razem zdenerwował mnie jeden z montażystów kiedy zaczął się bawić zamkiem od starych drzwi, a później poszedł zwiedzać działkę. Zdenerwowałem się jeszcze bardziej kiedy przez szyby drzwi balkonowych zobaczyłem tego samego montażystę rozglądającego się po wnętrzu domu. Najwyraźniej Pan miał ADHD, ale po tej akcji nie spuszczałem z nich wzroku i czuli mój oddech na plecach.
Kiedy skończyli, poczułem ulgę. Coraz bardziej denerwują mnie pseudo fachowcy w moim domu. Muszę częściej zabierać psa na działkę, od razu każdy czuje że nie jest u siebie 😉

Ale do rzeczy. Bramy garażowe okazały się jak dla mnie wielką tandetą.
Dzisiejsze bramy to wykonywane tanim kosztem i sprzedawane za kosmiczne pieniądze buble. W zasadzie mógłbym sobie podobną sam złożyć przy pomocy profili aluminiowych, nitów i blachy. To już nie to samo co stare spawane bramy które kiedyś zakładało się w garażach. Nic tylko otwierać firmę produkującą bramy garażowe.

Bramy garażowe

Bramy garażowe

Drzwi skręcane były na miejscu, i w końcu dowiedziałem się z czego się tak naprawdę składają. Blacha, aluminium, trochę wkrętów i okleina drewnopodobna … lipa.
Do tego wszystkiego będę musiał malować drzwi jakimś ciemnym lakierem, bo Zuza zamówiła wszystko w innym kolorze 😉

Drzwi do kotłowni

Drzwi do kotłowni

Wydawało mi się że okna będą ciut większe, ale komory odjęły kilka centymetrów ;(

Okno w kotłowni

Okno w kotłowni

Cóż, skromne okienka, ale dzięki temu ganek optycznie się powiększył.

Okno w ganku i garażu

Okno w ganku i garażu

No i mogę już zabierać się za montowanie parapetów do nowych okien 😉 tym razem sam.
Zabetonowałem już fragment progu balkonowego, zatynkowałem przestrzeń pod parapetami, więc z podmurówką parapetów też sobie poradzę.


Malujemy dalej

Opublikowany: Listopad 20th, 2010 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

No i malujemy dalej. Niestety nie wszystko można było jeszcze gruntować ponieważ nie przetarłem jeszcze wszystkich tynków 😉 a jak wiadomo tynki cementowo-wapienne do najgładszych nie należą. Jednak biorąc pod uwagę uziarnienie, to przy trzecim malowaniu struktura wygląda już praktycznie jak gładzie gipsowe, a nasiąkliwość tynków jest nieporównywalnie mniejsza. Poniżej kilka fotek z malowania podkładem gruntującym.

Hall i schody

Hall i schody

Hall i schody

Hall i schody

Jak widać nie było łatwo malować na drabinie, z wałkiem na drążku i na takich wysokościach, ale jakoś poszło 😉

Widok z salonu

Widok z salonu

Łazienka po gruntowaniu wygląda już prawie jak pomalowana, więc dochodzę do wprawy z podkładem gruntującym 😉

Łazienka na górze

Łazienka na górze


Malowanie piętra

Opublikowany: Listopad 14th, 2010 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Z racji tego, że tynki już przytarte, a przestrzeń pod parapetami zatynkowana, postanowiłem trochę poszaleć z farbami 🙂 Miałem ambitny plan pomalowania całego piętra, ale finalnie skończyło się na dwóch pokojach i być może trzeba będzie jeszcze raz przejechać wałkiem jeśli będą prześwity. Wszystko szło pięknie kiedy gruntowałem „Śnieżką”, ale kiedy zacząłem malować „Dekoralem” po prostu się załamałem.
„Zaleca się malować dwukrotnie” tak mniej więcej brzmiała informacja na kubełkach. Dobre sobie 😉 powinni napisać „Zaleca się malować dwukrotnie jasne powierzchnie”. Powodzenia w malowaniu zielonych płyt gipsowych, wszystko przebija. Generalnie stwierdzam że podkład gruntujący „Śnieżki” lepiej pokrył kolor płyt niż sama emulsja „Dekorala”. Sorry ale malowałem po dwa razy „Dekoralem” i efekt i tak nie był zadowalający, przy trzecim można było w ogóle mówić o pokryciu.
Dodam jeszcze że „Śnieżka” była w promocji … nieźle jak na produkt z gazetki.

A tu fotki z gruntowania:

Gruntowanie Śnieżką

Gruntowanie Śnieżką

Gruntowanie Śnieżką

Gruntowanie Śnieżką

Jak widać, to tylko efekt podkładu gruntującego. Całkiem nieźle.
Niebawem wrzucę fotki po finalnym malowaniu. A tymczasem kupiliśmy już kozę, która grzeje nam parter. No może nie cały, ale przynajmniej salon z kuchnią 😉

Podłączona koza

Podłączona koza

EDIT:

Po finalnym malowaniu:

Finalne krycie farbą

Finalne krycie farbą

Finalne krycie farbą

Finalne krycie farbą


-->