Eksport kontaktów z iPhona

Postanowiłem się podzielić z innymi swoimi doświadczeniami związanymi z iPhonem i jego użytkowaniem, ponieważ mam nadzieję, że inni zjedzą mniej nerwów niż ja podczas odkrywania tego telefonu. Nie będę wymieniał wad iPhona, można je łatwo odszukać w sieci, ja chciałbym pomóc innym poradzić sobie z niedoskonałością produktu Apple.

Kontakty i książka adresowa.

1. Import kontaktów z karty SIM

Pierwszą rzeczą jaka dała mi wiele do myślenia to – Import kontaktów z karty SIM – nie wystarczy wejść do kontaktów i wybrać odpowiedniej opcji … nie.
W iPhone ( w wersji 2.2.1 ) wchodzimy do  Ustawienia > Poczta kontakty inne > Importuj kontakty z SIM i mamy zaimportowaną listę kontaktów z karty SIM.

W moim przypadku import okazał się częściową porażką, a to dlatego że po imporcie iPhone pozjadał część znaków, część połączył średnikami itd.
Generalnie było kupę poprawiania i intensywnego treningu klawiatury QWERTY.

2. Eksport kontaktów do karty SIM

I tu zajebista niespodzianka … nie da się.
W wersji softu iPhone 1.0 możemy użyć programu  iSIM pozwalającego  na eksport do karty SIM, jednak w wersji softu 2.2.1 już nie.
Postanowiłem więc nie ryzykować instalacji i skupiłem się na tym że na razie moje kontakty z SIM są bezpieczne na karcie. Co jednak zrobić w przypadku kiedy będę zmuszony przywrócić ustawienia fabryczne telefonu ? Znowu zaimportuję kontakty z katy SIM i będę je poprawiać ? Nie ma mowy ! Zacząłem więc myśleć o jakimś logicznym backupie.

3. Eksport kontaktów na PC

Po bólach i mękach poszukiwań w necie jakiegoś skutecznego rozwiązania, okazało się że najprościej można to wykonać za pomocą iTunes

Czy wspominałem już że iTunes służy do zgrywania programów, muzyki, filmów, podcastów, dzwonków i wszelkiego innego shitu do iPhona ? A więc do tego właśnie służy. Oczywiście są jakieś inne programy, ale coś tam trzeba łamać, zdejmować blokady, utrata gwarancji … ech

Co zrobiłem na początku ? Oczywiście zsynchronizowałem swoją kartę SIM z kontaktami z Outlook express przez iTunes … nie róbcie tego bez przeczytania całego artykułu !
Ja popełniłem ten błąd i na moim telefonie znalazły się wszystkie kontakty z Outlook-a ( czyli blisko 300 kontaktów !).

Najpierw uruchamiamy program Outlook express, następnie klikamy ikonkę kontakty ( przykł. Vista ). Po otworzeniu się  listy kontaktów ( w eksploratorze Windows ), tworzymy sobie katalog ( przykł. Outlook ) i wrzucamy tam wszystkie kontakty. Następnie przenosimy je w jakiekolwiek  inne miejsce niż Kontakty . Ja przeniosłem je sobie do folderu Dokumenty.

kontakty_windows

Jeśli  mamy już tą operację za sobą, odpalamy iTunes, wchodzimy z zakładkę iPhone ( wyświetla się dopiero po podłączeniu telefonu ) i klikamy zakładkę Informacje. Przewijamy niżej do zakładki kontakty i zaznaczamy opcję Synchronizuj kontakty z : Kontakty Windows. Po tej operacji iPhone prześle wszystkie kontakty do Windows.

itunes

To jeszcze nie koniec.

Teraz stwórzmy sobie katalog w kontaktach windows ( przykł. iPhone ) i tam wrzućmy wszystko to co zapisało się z telefonu. Dla iPhone nie ma znaczenia że kontakty są w katalogu, dlatego przenieśliśmy kontakty Windows w inne miejsce, po prostu kopiuje wszystko z folderu kontakty windows !  Teraz możemy już przenieść z powrotem nasze kontakty Windows do folderu Kontakty Windows i wyłączyć w iTunes opcję Synchronizuj kontakty z:.

4. Usuwanie kontaktów z iPhone

Kolejna niespodzianka – nie można hurtowo usunąć kontaktów z poziomu telefonu !?
Mamy dwie opcje do wyboru : usuwanie pojedyńczo ( powodzenia ), albo wykorzystanie iTunes.
Wybrałem ten drugi sposób.

Odbywa się to następująco :  wchodzimy do iTunes > Informacje > Kontakty zaznaczamy opcję Synchronizuj kontakty z : Kontakty Windows przewijamy w dół do Zaawansowane > Zastąp dane w tym iPhonie > Kontakty Windows i klikamy Synchronizuj, ale UWAGA ! Katalog Kontakty Windows musi być pusty ! Inaczej dopisze nam do telefonu kontakty z Windows ! Dlatego właśnie przenosiliśmy kontakty windows w inne miejsce, aby iPhone nie zassał ich do siebie.

itunes2

Ech, nie jest lekko z Apple, czekam na zapowiadany hucznie rewolucyjny soft  iPhone OS 3.0 mam nadzieję że będzie lepiej.

Jak minął nam weekend w SPA (Hotel Millenium Bochnia)

29 grudnia wróciliśmy z naszego drugiego (pierwszy był nazajutrz po ślubie) weekendu w SPA w Bochni. Trzeba przyznać, że był to weekend pełen wrażeń. Najpierw spóźniliśmy się na pociąg PKP, którym mieliśmy dojechać do Warszawy. Później okazało się, że kiedy dojechaliśmy do Warszawy nie ma żadnej taksówki, która podwiezie nas na nasz express. Wsiedliśmy więc w pierwszy lepszy autobus, który jak się okazało pojechał inną drogą i musieliśmy dosłownie biec na pociąg, który do tego okazał się spóźniony !

To nie koniec.

Kiedy już wsiedliśmy do naszego przedziału, po przejechaniu jednej stacji konduktorka uświadomiła nas, że to jest zupełnie inny pociąg, który tak naprawdę przyjechał zgodnie z rozkładem, natomiast nasz jest jeszcze bardziej opóźniony niż był do tej pory. Wysiedliśmy więc zawiedzeni i czekaliśmy kolejne 40 minut na nasz express na Dworcu Centralnym. Tu po raz pierwszy zadaliśmy sobie pytanie – Po co się tak spieszyliśmy ? –

Kiedy już nadjechał już nasz pociąg, w przedziale mieliśmy fantastyczną kobietę (wraz z mężem), która umilała nam całą drogę cmokając i wydłubując sobie resztki jedzenia z zębów. Po 4 godzinkach dotarliśmy w końcu do Bochni, gdzie na przywitaniu okazało się, że dostaliśmy pokój z oddzielnymi łóżkami, a Zuza ubrudziła sobie całe spodnie. Na szczęście szybko udało się nam zamienić na inny, szkoda że zadomowiły się w nim pająki.

To jeszcze nie koniec.

Na basenie, kiedy byliśmy na wodnej zjeżdżalni leciałem jak przecinak po wodospadzie, jednak na koniec wpadłem prosto na Zuzę obijając jej wszystkie żebra. Po 10 minutach od tego zdarzenia jakiś facet ( 150 kg żywej wagi ) zaczął nagle topić się na basenie i udało mi się go uratować (nurkując i podnosząc jego cielsko w górę). Ratownik podszedł sobie jak gdyby nigdy nic, spokojnie, spacerkiem, po czym spytał bezczelnie – Co się dzieje ? –

To wciąż nie koniec.

Powrót był już całkiem zwariowany. Jakiś skretyniały konduktor zamknął drzwi do pociągu dokładnie wtedy, kiedy Zuza stała na schodkach wejściowych a ja pakowałem torbę podróżną. Efektem czego Zuzie drzwi przygniotły nogi, a mi rękę. Udało się nam na szczęście opieprzyć konduktora, bo przecież po chwili przyszedł sprawdzić nam bilety.

Ech … mieliśmy odpocząć, wróciliśmy kontuzjowani 🙂 ale i tak było fajnie.

Jak się jeździ pierwszą klasą ?

Do czytania
Do czytania
Dla niepalących
Dla niepalących
Śmietnik PKP
Śmietnik PKP
Brak regulacji siedzenia
Brak regulacji siedzenia

Są równi i równiejsi

Zamawiając bilety drogą elektroniczną (czyt. Internetowa Rezerwacja Biletów) naprawdę bardzo ciężko jest trafić na „prawdziwą pierwszą klasę” i warunki podróży z nią związane. Doświadczamy tego z żoną praktycznie za każdym razem kiedy jedziemy w dalszą podróż pociągami Intercity, dlatego też ostatnia jazda przepełniła czarę goryczy.

Co się trafia w śmieciowisku ?

Na chwilę obecną możemy śmiało stwierdzić, że pierwsza klasa różni się od drugiej tylko ilością miejsc w przedziale i inną średnią wieku podróżujących. Okazyjnie spotkać można sapiące, cmokające, lub dyszące starsze panie, które umilają kilku godzinną podróż specyficznymi odgłosami. Zdarzają się również małżeństwa z dziećmi, których to pociechy szaleją po całym przedziale z jedzeniem, ku radości swoich tolerancyjnych rodziców, kompletnie nie zwracających uwagi na poczynania swoich dzieci. Atrakcją każdego przedziału jest przeważnie Pan Marian Wodzirej, który jako były muzykant weselny, po kilku setkach, umili nam podróż swoimi przyśpiewkami chodząc chwiejnym krokiem od przedziału do przedziału.

Okazyjnie zdarzy się nam zostać przygniecionym przez samoczynnie zamykające się drzwi wejściowe do wagonów, ponieważ sprytny konduktor nie zauważył wsiadających pasażerów. Co zdarzyło się nam w pociągu 3510 (dnia: 29.12.2008 godzina 11:15) na trasie Bochnia – Warszawa Centralna ( numer datownika ICC 11076 ). Na niewiele zdały się przeprosiny konduktora, kiedy okazało się, że żonie drzwi podczas zamykania przygniotły nogi. Na szczęście każde z takich drzwi wyposażone są w gumę zabezpieczającą i dzięki temu nie zdarzyła się prawdziwa tragedia. Mimo wszystko, opierdoliliśmy zapobiegawczo konduktora, żeby się choć trochę ogarnął, bo wyglądał jakby przed chwilą wstał i na dzień dobry walnął sobie z gwinta ćwiarteczkę wódki.

Dobre strony podróży ?

Są takie, niestety przeznaczone wyłącznie dla wybranych. Zdarzyło się nam kiedyś pomylić wagony i zająć miejsca w pierwszej klasie sąsiedniego wagonu. Trafiliśmy na przedział pachnący nowością, czysty, z rozkładanymi siedzeniami, gazetkami i działającą klimatyzacją. Na kolejnej stacji okazało się, że pomyliliśmy wagon, a ten w którym się znajdujemy należy do uprzywilejowanych osób, wybierających się właśnie na narty. Nie mając wielkiego wyboru zmieniliśmy przedział i trafiliśmy dosłownie do wagonu obok ( również pierwszej klasa ), ale w kompletnie innych warunkach jakie zastaliśmy w wagonie dla uprzywilejowanych narciarzy. Pocieszamy się tylko jednym : kultura ludzi w naszym docelowym przedziale, była o wiele lepsza niż narciarzy na których trafiliśmy w wagonie obok. Co potwierdza tylko to, że chamy zawsze mają lepiej.

A za wszystkie opóźnienia … PRZEPRASZAMY (bo nic nas to nie kosztuje).
Poniżej jeszcze kilka fotek z „pierwszej klasy”.

Konsola życzeń
Konsola życzeń
Pierdzący i cichy głośnik
Pierdzący i cichy głośnik
Stroboskop
Stroboskop

Hydraulika gotowa !

Gdzie będzie mój tron
Gdzie będzie mój tron

Ostatnią rzeczą jaką zrobiliśmy w tym roku w naszym domku, jest hydraulika. W sumie wyszło 11 punktów. A teraz najciekawsze :

Ciasny, ale własny. Mały, niepozorny, jednak to właśnie tu będzie się znajdować mój nowy tron. To jest kibelek na miarę naszych możliwości. Czasami zastanawiam się, czy objętość tych rur, jest dla mnie wystarczająca ? Po głębszych przemyśleniach wydaje mi się, że stosowniejszy byłby rozmiar XXL … mówię oczywiście o WC, bo tu zawsze jest ryzyko, że coś nie przejdzie 😀

Prace związane z hydrauliką trwały w sumie około 5 dni. Nasi ludzie pozostawili co prawda po sobie trochę śmieci, kilka kilo gruzu przy wybijaniu otworów, kupę skrawków rur, ale jak to przyznało  już kilka osób … dają radę. Jesteśmy zadowoleni, nie mogę się doczekać pierwszego użycia klozetu. Należy bowiem pamietać, że prawo do pierwszego użycia ma zawsze gospodarz, na koniec mogę już tylko powiedzieć – Na waszym miejscu, nie wchodziłbym tam 🙂 –

Zaproszenia Ślubne

Zaproszenia Ślubne to temat na którym zszarpaliśmy sobie wspólnie z małżonką nerwy.

Zaczęliśmy jak to zwykle ma miejsce od przeczesania wyników Google, gdzie zaleźliśmy kilka całkiem mocnych pozycji. Mocnych to prawda, ale tylko na zdjęciach. Już po obejrzeniu w realu pierwszych wzorów zaproszeń w biurach w Warszawie, poczuliśmy się co najmniej rozczarowani. Najbardziej załamał nas cennik zaproszeń Ślubnych. Po prostu nie mogę uwierzyć w to, że sprzedaje się takie gówno w tak kosmicznych cenach ! Powiedziałem sobie, że w tym szczególnym dniu nie będę oszczędzał, ale kiedy okazało się, że za coś co przypomina wizytówkę złożoną na pół kazano nam zapłacić 2.20 PLN (  sztuka, bez koperty ), po prostu popukaliśmy się w głowę. Cennik przyzwoitych ( jak na mój designerski gust ) zaproszeń zaczynał się na granicy 5-6 PLN ! Tak więc przy 140 osobach daje to dokładnie 700 PLN, a trzeba do tego jeszcze doliczyć koszty koperty (raczej nie wypada rozdawać zaproszeń bez nich), czyli od 30 groszy do 1,5 PLN. Cena zaproszeń w Warszawie jest więc porównywalna z ceną garnituru, lub ceną podwarszawskiego DJ-a, co jest delikatnie mówiąc nieopłacalnym przegięciem.

Zdegustowani Warszawą spróbowaliśmy poszukać czegoś w Wołominie. Wydawało się nam, że znajdziemy coś w przyzwoitych cenach, jednak nic bardziej mylnego. W pierwszej firmie w której zamówiliśmy zaproszenia, czekała nas ta sama niespodzianka … ceny ! Byliśmy wściekli, tak bardzo, że po 10 minutach przy wybieraniu wzoru wyszedłem prawie trzaskając drzwiami i wkurzony na narzeczoną  ( która chciała wybrać cokolwiek tu i teraz ). Na szczęście narzeczona ochłonęła i wyszła zaraz po mnie. Stwierdziliśmy wspólnie, że czas poszukać czegoś na Allegro, ponieważ zależało nam na trzymających poziom wykonania, materiału i realnie wycenionych zaproszeniach. Wydaje się nam, że biznes ślubny trochę przegalopował sam siebie sprzedając ludziom gówno w zawiniętym papierku. Jak to powiedział kiedyś mój znajomy z pracy,  „ślubne oznacza to samo co normalne, ale cena mnożona jest dwa lub trzy razy”, nic dodać, nic ująć.

W końcu trafiliśmy na Allegro. W stosie badziewnych zaproszeń za 1PLN nie znaleźliśmy niczego, chociaż jakość tych zaproszeń była porównywalna z najtańszymi wzorami w Warszawskich firmach drukujących zaproszenia. Jednak już od 2-3 PLN można było znaleźć naprawdę przyzwoite perełki. I udało nam się ! Znaleźliśmy to czego szukaliśmy, czyli ręczna i spersonalizowana produkcja Zaproszeń. Za 2 PLN od sztuki otrzymaliśmy w pełni satysfakcjonujące nas wzory, wraz z nadrukiem i kopertą. Indywidualna ilość zagięć, unikalna czcionka, lista nazwisk gości etc.

Zaproszenia Ślubne
Zaproszenia Ślubne

Dla porównania oferta konkurencyjna >>  Zaproszeń. W cenie 3,50 PLN ( BEZ nadruku i personalizacji ). Czyli w podsumowaniu blisko 2 razy więcej.

Trzeba przyznać, że nie zastanawialiśmy się zbyt długo, złożyliśmy zamówienie i po niecałych 2 tygodniach otrzymaliśmy nasze zaproszenia. Byliśmy bardzo zadowoleni, wszystkim się podobały 🙂 Polecamy zapoznać się głębiej z rynkiem zanim podejmiemy pochopną decyzję. Jeśli mamy czas na zapoznanie się z innymi ofertami niż te dostępne w pierwszych wynikach wyszukiwarki, może się okazać, że konkurencja potrafi sprzedać produkt porównywalny jakościowo z droższymi markami, za dwukrotnie mniej.

Fikcyjne konta Gadu-Gadu

Jak w prosty sposób zaspamować cudzą skrzynkę przy pomocy rejestracji nowego konta Gadu-gadu ? To niezwykle proste. Okazuje się, że zespół GG od jakiegoś czasu usilnie walczy z tym procederem, ale oczywiście nie podaje tego do oficjalnej wiadomości. Pomyślałem więc, że warto powiedzieć o tym otwarcie, zwłaszcza, że niecny proceder, powtarza się regularnie od jakiegoś czasu i poza wymianą mailową z tech-konto@gadu-gadu.pl GG nie widać żadnych realnych i namacalnych efektów tych działań.

Zacznę może od tego, że jestem właścicielem serwisu rozrywkowego, w którym istnieje możliwość internetowego wyznawania sobie uczuć. Nie oferujemy darmowych skrzynek, nie ma również możliwości założenia takiej skrzynki bez wyraźniej przyczyny i zgody administratora ( przykł. domena www.nazwadomeny.pl, z możliwością założenia konta mailowego w formie  fikcyjna_nazwa@nazwadomeny.pl ). Nie przedłużając swoich technicznych wywodów, oto maile jakie od pewnego czasu otrzymuję od zespołu GG ( czyt. automatu ) :

Nowe konto GG
Nowe konto GG

Konto o nazwie kasia_23@fikcyjnadomena.pl oczywiście fizycznie nie istnieje, ale podczas rejestracji nowego użytkownika ( zakładającego nowe konto GG ) trzeba podać jakiś adres mailowy( niekoniecznie prawdziwy ), co generuje maile dokładnie takie jak powyżej. Najwyraźniej zespołowi GG zabrakło, delikatnie mówiąc, wyobraźni aby w powyższym mailu istniał LINK POTWIERDZAJĄCY założenie nowego konta GG z ISTNIEJĄCEGO adresu mailowego. Technika ta funkcjonuje w niezwykle oczywisty sposób : zakładając nowe konto GG, przy podaniu adresu e-mail, otrzymujemy emaila w którym znajduje się LINK z potwierdzeniem rejestracji. Jeśli nie klikniemy we wspomniany link potwierdzający, po 24 godzinach konto GG ulegnie usunięciu wraz z adresem mailowym, na który nie będziemy już więcej otrzymywać spamu typu : Jeśli zapomniałeś hasła … etc.

Zwróciłem się z tym problemem do zespołu GG, Otrzymałem taką oto odpowiedź :

Witam,

Program sprawdza tylko poprawność syntaktyczną adresu e-mail. Zdajemy
sobie sprawę z tego, że brak wprowadzenia aktywacji poprzez odbiór
wiadomości e-mail powoduje zaistnienie możliwości założenia konta na
dowolny podany adres e-mail, obecnie pracujemy nad rozwiązaniem tej
kwestii. Dziękujemy za zgłoszenie sugestii.

Z poważaniem,


Krzysztof
Młodszy Specjalista Wsparcia Technicznego
Dział Obsługi Użytkowników
Gadu-Gadu S.A.
Al. Stanów Zjednoczonych 61; 04-028 Warszawa

Maila otrzymałem w dniu 27.11.2008
Do dnia dzisiejszego tj. 13.12.2008 problem nie został rozwiązany. Właśnie wczoraj otrzymałem kolejny e-mail z fikcyjną rejestracją. Z niecierpliwością czekam na skuteczną reakcję zespołu programistów. Na koniec, pozytywnym i świątecznym akcentem, dodam tylko że : szczerze wierzę w powodzenie tej misji 🙂

Koszula do ślubu, proste zadanie ?

Koszula
Koszula

Mówi się, że koszulę ślubną powinna kupować Panu Młodemu Panna Młoda, powiem tak … powodzenia 🙂 Wybór koszuli nie jest łatwym zadaniem, jeśli macie swoiste wymagania co do samej koszuli rzecz jasna. Ja chciałem mieć koszulę z mankietami, guziki frontowe wewnątrz, nie daj Boże kieszeni z przodu, klasyczny kołnierz i uwaga … 100% bawełny. Proste prawda ? Otóż nie 🙂 Jest bardzo niewiele miejsc w których kupicie 100-tu procentowo bawełnianą koszulę do ślubu. Większość facetów nie zwraca na to uwagi, że w 90% przypadków koszule są mieszanką jakichś tekstyliów (uczulenia na Tajwan ?), ale nie każdy jest tak wydziergany na łapach jak ja 🙂 więc dla większości z nich problem nie istnieje. Mi jednak zależało na nieprześwitującej warstwie materiału, aby późniejsze zdjęcia nie skupiały się tylko na moich tribalach, ale na obrazie całościowym 🙂

Zacząłem, pełny nadziei, w pierwszym lepszym sklepie z ciuchami do ślubu, jaki efekt ? – Nie mamy 100 procentowo bawełnianych koszul, ponieważ są strasznie drogie i nikt nie chce ich kupować. Ceny zaczynają się w granicach 300 PLN, a dostanie Pan coś takiego tylko w firmie OLYMP . Mają swoje stoisko w Arkadii na Jana Pawła – nie dyskutując więc za długo, udałem się do Arkadii w Warszawie, aby dokonać dosyć istotnego zakupu, czyli swojej śnieżno białej koszuli. Dość szybko trafiłem do sklepu OLYMP, natychmiast znalazłem rozmiar spełniający wszystkie moje wygórowane wymagania, poza jednym … koszuli nie można przymierzyć ! Nie ma przymierzalni, koszule są zapakowane i strasznie drogie. Wyrażam więc swoje wielkie zażenowanie do obsługującej Pani – Przepraszam, ale muszę się poważnie zastanowić nad zakupem, ponieważ za prawie 400 PLN nie wiem co kupuję i jak to będzie na mnie wyglądać – na co, jak gdyby nigdy nic, Pani odpowiedziała – Rozumiem – obróciłem się i wyszedłem zażenowany.

Można powiedzieć, że nie zastanawiałem się zbyt długo nad OLYMP-em, bo tuż po wyjściu ze sklepu przed oczami wyrosła mi Wólczanka, stwierdziłem więc, że czas chyba zobaczyć inne opcje. Wszedłem do Wólczanki. Bez najmniejszego problemu przymierzyłem koszulę, nikt nie robił żadnych fochów. Koszula leżała na mnie idealnie, jedynym mankamentem koszuli były tylko zapinane od zewnątrz guziki, więc znów ciężko było mi się zdecydować i powiedziałem ekspedientce, że się zastanowię. Po wyjściu z Wólczanki, trafiłem jeszcze do innych sklepów : DIGEL, Royal Collection, etc. Zrobiłem maraton po całej konfekcji Arkadii i wróciłem z niczym do Wólczanki. Stwierdziłem, że moich guzików i tak przecież nie będzie widać pod kamizelką, więc mogę z tym żyć. I kupiłem, ( 280 PLN ) strasznie droga koszula, aż dziś mi się serce kraje, jednak nie był to jeszcze koniec niespodzianek …

Przymierzyłem koszulę Wólczanki ponownie w domu, leżała doskonale, byłem bardzo zadowolony z materiału, a po założeniu spinek do mankietów poczułem za co zapłaciłem. Następnie przymierzyłem marynarkę … i tu lekkie zdziwienie. Porada Pana młodego : należy zawsze z sobą nosić centymetr i znać : długości, obwody i inne wymiary części garderoby. Dlaczego ? Otóż, obwód rękawa w połączeniu ze spinkami do mankietów okazał się być w moim przypadku większy od obwodu rękawa garnituru, a chyba nie ma nic bardziej wkurzającego od harmonijki zwijającej się na łokciach, bo przecież rękaw garnituru zamiast opadać swobodnie na dłonie, zatrzymuje się na mankiecie … grrr ! Mi nie pomogło nawet zapięcie mankietów w inny sposób. Dwa centymetry mniej w obwodzie rękawa koszuli i byłbym zadowolony, ale niestety …

Kilka dni później znów pojawiłem się w Arkadii, ale tym razem trochę się wycwaniłem. Jakimś cudem znalazłem koszule OLYMP-u w sklepie Royal Collection, zapakowane ale … od czego są przymierzalnie 🙂 No więc czmychnąłem szybko do przymierzalni z koszulą której nie mogłem rozpakować w OLYMP-ie i rozpakowałem ją w Royalu. Trzeba sobie jakoś w życiu radzić, prawda ? Byłem bardzo zadowolony z rozmiaru, czego niestety nie mogłem powiedzieć o przezroczystości. Zdecydowanie widać było wszystkie moje dziary pod rękawami, więc moja początkowa euforia szybko minęła. Zapakowałem koszulę z powrotem … a przynajmniej spróbowałem zapakować 😀 bo zostało mi jeszcze kilka szpilek, które wyciągnąłem z koszuli otwierając ją. Następnie udałem się do ostatniego miejsca w którym były jeszcze koszule spełniające ( przynajmniej częściowo ) moje wymagania, czyli DIGEL.

W Digelu koszule nie były wcale tańsze od tych w OLYMP-ie i również nie można było ich przymierzać, ale … Digel jako jeden z nielicznych sklepów miał możliwość przymiarki jedynego rozpakowanego egzemplarza w przymierzalni. Co prawda mierzyło ją już chyba stu facetów, więc capiła niemiłosiernie, ale za to nie straciłem nadziei na dobry zakup. I co się okazało ? Założyłem koszulę, sprawdziłem przezroczystość, zmierzyłem rękawy i miałem dokładnie 15 sekund na decyzję … koleś, który wszedł po mnie do sklepu poprosił o mój rozmiar, a ten który właśnie mierzyłem był ostatni ! Nie zawahałem się ani chwili, to był najszybszy i najbardziej trafny zakup tego dnia. Miałem już swoją koszulę, ale to wciąż nie był koniec moich niespodzianek …

Koszula była zapakowana w papierową torbę (po prostu kocham ekologię), postawiłem ją na chwilę na ziemi … gdzie oczywiście wcześniej jakiś cymbał rozlał swoje piwo ! Gratulacje Grzesiu ! Plama na rękawie !

Następnego dnia wylądowałem jeszcze w pralni i to była ( na szczęście ) już ostatnia przygoda z koszulą przed ślubem 🙂 Koszula dotrwała jakoś bezpiecznie w szafie do sierpnia i spełniła swoje najważniejsze zadanie w życiu.

Bungy, Bungee, Bandżi, skacz mięczaku !

Od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem skoku na bungee, ale takie skoki odbywają się niestety w określonych terminach i jest pomiędzy nimi po kilka tygodni przerwy. Szybko trafiłem na stronę Mario, który wraz z żoną organizuje takie skoki, a do tego jest rekordzistą, który ustanowił rekord w skoku 220 metrów w Szwecji. Więcej do poczytania na stronie : http://www.jumping.pl/main.html Po stronce szybko trafiliśmy do Warszawy na Prymasa Tysiąclecia, gdzie stoi dźwig, z którego odbywają się skoki. Wysokość z jakiej odbywają się skoki to 90 metrów. Na wszystkich filmach ta wysokość wydaje się dużo mniejsza, do czasu kiedy nie jest się fizycznie na szczycie, ale o tym później. Wybraliśmy się więc z żoną na Bungee do Warszawy, trafiliśmy bez problemu, ale …

Pogoda była strasznie słaba, zaczęło się od mżawki, potem zaczęło kropić i do tego było zajebiście zimno. Od razu stwierdziłem, że w takiej pogodzie, nie ma co nagrywać i robić zdjęć, więc pewnie i ekipa nie będzie chciała robić fotek (w końcu jaka to atrakcja, jeśli nie można sobie powspominać ?). Zdecydowaliśmy się więc na chwilkę wstąpić do pobliskiej knajpki „Grappa”. Niestety nie mieliśmy ochoty robić zdjęć wewnątrz lokalu, ale można zobaczyć je na ich stronie : http://www.cafegrappa.pl Zuza lokal podsumowała tak – Klimat fajny, jedzenie smaczne, ale czekać 45 minut od złożenia zamówienia to jednak lekka przesada – na szczęście później czekały na mnie ciekawsze atrakcje 🙂

Kiedy już zjedliśmy, okazało się, że deszczyk przestał kropić, więc jak najszybciej udaliśmy się do miejsca skoków. No i przed nami zdążyła się uzbierać blisko 10 osoba grupka oczekujących na skok. Dupa z zimna i oczekiwania na skok, prawie mi odpadła. Zdążyłem jeszcze załatwić swoje potrzeby fizjologiczne pod drzewkiem i wydaje mi się, że był to bardzo dobry pomysł, kto wie co stałoby się w locie 🙂 ale dość opowiadania, czas na skok !

Matko Boska !
Matko Boska !
Ja pierdzielę !
Ja pierdzielę !
O fuuuuck !
O fuuuuck !
Certyfikat poknania strachu
Certyfikat

Co jest najgorsze w skoku na bungee ? Strach zaczyna się mniej więcej w połowie jazdy w górę. W pewnym momencie jesteś na wysokości 10 piętrowego bloku i tu pojawiają się pierwsze wątpliwości – Ja pierdzielę ! Chyba mnie pojebało ! – i za kilkanaście sekund jesteś jeszcze wyżej, wtedy zaczyna się pierwsza faza paniki, myślisz sobie – Kurwa, ja chcę na dół, ale nie tędy ! Rezygnuję – wtedy instruktor za plecami mówi do Ciebie – Popatrz sobie na Warszawę, jak jest ładnie – ale ty kurczowo trzymasz się pasów i widzisz tylko ten cholerny materac na dole, który z tej wysokości wygląda jak ipod, nagle za plecami słyszysz głos – I jak ? Gotowy ? – chyba oszalałeś ! nie ! nie gotowy ! – 3, 2, 1 bungee ! – Nieeee ! Stop, jeszcze raz ! Nie jestem gotowy ! – te najgorsze decyzyjne 5 sekund w twoim życiu, w których serce chce z Ciebie wyskoczyć przez gardło i znów słyszysz odliczanie – 3, 2, 1 bungee ! – Aaaaaaaaa !

W tej chwili spadasz z taką prędkością, że oczy zachodzą łzami, a z siebie wydajesz takie dźwięki, że się zastanawiasz czy to na pewno ty. Po skoku, jesteś już inną osobą, emocje nie opuszczą Cię aż do końca dnia. Nie zapomnijcie zrobić sobie sesji zdjęciowej, a najlepiej nagrać wideo, tego się po prostu nie chce zapomnieć 😀 Pozdro, dla wszystkich odważnych.

A tu materiał ze skoku bungee Mirka dotkniętego chorobą Tourette’a, któremu tym razem nie udało się skoczyć, ale następnym razem dasz radę 🙂 szacun, że dotrwałeś do tego momentu, większość ludzi nigdy nie dotrze na sam szczyt :

Prawdziwa miłość jest ślepa

Prawdziwa miłość
Prawdziwa miłość

W ostatnim spamie firmowym trafiłem poprzez link do forum, na którym pewien żołnierz piechoty opublikował zdjęcia swojej „niezbyt urodziwej” żony. Wielki szacun dla tego Pana, nie ma w nim za grosz konformizmu.  Wspomniane forum znajduje się pod adresem : http://www.sherdog.net/forums/f7/i-got-married-last-weekend-pics-877461/

Jak widać prawdziwego uczucia nie zaślepi żaden złośliwy komentarz, a trzeba przyznać, że jest ich trochę na forum. Póki co, zakochani mają się dobrze i cieszą się każdą chwilą spędzoną razem, czego i Wam i sobie życzę.