Huśtawki, czyli co można zrobić z drewna po budowie

Opublikowany: Sierpień 5th, 2014 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Długo nie pisałem, działo się 😉
Co prawda zacząłem rok temu, ale budowa wciąż trwa i ewoluuje. Zaczęło się od tego, że wymyśliłem sobie huśtawkę. W końcu zostało mi mnóstwo stempli z budowy, z którymi trzeba było coś zrobić. Spalić, albo dać drugie życie. Wybrałem to drugie.

Generalny problem polegał na tym, że stemple są sosnowe (żywica), do tego z korą i częściowo spróchniałe. Szlifowanie ich to wcale nie łatwe zadanie. Trzeba wyposażyć się w szlifierkę kątową plus końcówkę ze zmiennym papierem ściernym (ja używam tych na rzepy, granulacja 60-80). Czekają nas do szlifowania – kora, żywica, sęki i próchno. Czas start.

Huśtawka samemu

Huśtawka samemu

Generalnie warto wyposażyć się w maskę przeciwpyłową, siekierkę, jakieś okulary ochronne.
Kurzy się niesamowicie. Papier ścierny znika w oczach. Siekierką ociosamy końcówki gałęzi, a okulary ochronią nas przed piaskiem i drzazgami.
Warto wyposażyć się również w wszelkiej maści śruby, nakrętki, podkładki. Do tego także wiertła do drewna, pręty gwintowane, poziomicę i metrówkę.

Kiedy mamy już oszlifowane stemple, należy je zaimpregnować. Ja użyłem Drewnochronu – kolor Palisander. Następnie po wyschnięciu polakierować. Matowy lakier przy drugiej warstwie i tak zaczyna być błyszczący, więc chyba nie warto dokładać do matowego. Pamiętajcie, aby dobrze wymieszać impregnat. Kolor na dnie może różnić się dosyć mocno od tego na wierzchu.

Huśtawka samemu

Huśtawka samemu

Konstrukcję zacząłem od nóżek. Tworzymy równej długości i pod tym samym kątem nóżki-filary huśtawki. Ja położyłem jedno na drugim, aby uniknąć rozjazdu. Następnie na to nakładamy górną belkę, na której będzie wisieć huśtawka. Wiercimy otwory i skręcamy, proste 😉 Dodatkowo łączymy krótszymi belkami nóżkę z górną belką, aby huśtawka nie bujała się na boki. w sumie to wszystko. Im dokładniejsza konstrukcja i twardsze drewno, tym konstrukcja stabilniejsza. Upały i zima dadzą się huśtawce we znaki (zwłaszcza lakier) warto ją co roku konserwować, pomimo iż producenci dają po kilka lat gwarancji na lakiery i impregnaty.

Huśtawka samemu

Huśtawka samemu

Stabilność konstrukcji można poprawić dodając kolejne nóżki, szczebelki itd. Dlatego moja konstrukcja będzie się rozwijać na tyle na ile starczy mi drewna 😉 W planach jest jeszcze kolejna baszta z daszkiem.

Daszek huśtawki

Daszek huśtawki

Na koniec konstrukcję ozdobiłem orzełkiem, który wygląda jak niemiecki 😉 no ale to moja pierwsza rzeźba, sorry 😉 odstrasza wróble.

Rzeźba na daszku

Rzeźba na daszku

Po co nam właściwie taki daszek? Przed ulewą specjalnie nie chroni(tylko drobne opady), przed słońcem tak sobie*zależy o której godzinie), no ale przynajmniej ptaki nie srają na ławeczkę 😉

Koszty własne: impregnat ok 3x30zł do tego lakier 3x60zł, papier ścierny 4x20zł, śruby ok 60zł, łańcuchy ok 100zł, drewno zostaje z budowy, a więc huśtawki w cenie około 400-500zł podczas gdy cena rynkowa to ponad 2000zł. Warto majsterkować.


Balustrady i poręcze samemu

Opublikowany: Styczeń 1st, 2014 | Autor: | Kategoria: Design, Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Po ponad 2 latach zbierania się w sobie. Na 3 dni przed Sylwestrem 2013/2014 padła szybka decyzja – Robimy w końcu te balustrady na schodach! – A raczej – Robię te cholerne balustrady na chodach ! – i tak też zrobiłem. Bez specjalnego przygotowania. Obejrzałem może ze dwie instrukcje na stronie producenta balustrad systemowych i tyle. Na początku były plany, że może drewno, może coś tam … a potem zabawa z fachowcami ?? Oj nie, dzięki.

Biegiem do marketu, na koszyk i tu dopiero dowiedziałem się jak to się składa. Pan z Leroya uświadomił mnie, że kupuje się jeden element startowy, (czyli dwa słupki i jedna poręcz w opakowaniu), a następnie elementy uzupełniające (czyli słupek i poręcz, którą się dołącza). Dodatkowo okazało się, że łączenia są mega drogie, a do tego niezbędne do zrobienia zakrętów na balustradzie. No i w ten sposób budżet z zakładanych 1700 skoczył do 1950 PLN. Nieźle, ale to nie wszystko.

Poręcze - Provasystem

Poręcze – Provasystem


Cały czas miałem na uwadze to, że na schodach mam gres, pod nim gres techniczny, a pod tym jakieś skrawki gresu, którymi sobie glazurnik wyrównywał poziom schodów (przy wierceniu miałem ochotę mu jajca ukręcić), no i na koniec żelbet . Od razu się zaopatrzyłem w wiertełka, diamenty i ostrza. Do tego jeszcze tarcze do przycinania poręczy i drążków no i stalowe kotwy do mocowania słupków (sprzedawca polecił, mówił że wszystkie regały w Leroyu na takich stoją i na pewno się nie poluzują). Warto o nich pomyśleć, bo zwykłe rozporowe kołki przy biegających dzieciakach mogą się z czasem wyrobić, no i słupki zaczną latać.

Tak zaopatrzony pozbyłem się jakichś 2850 PLN. I od razu zabrałem do roboty.
Pierwszy diament starłem już przy czwartym otworze. Cztery otwory to jeden słupek, a trzeba się przebić przez conajmniej dwie warstwy gresu. No to już się załamałem, bo skoro na słupek przypada jedno wiertełko diamentowe za 34 PLN, plus 1-2 wiertła Bosha za 22 PLN (które też się ścierają), a słupków jest 7, to będzie mnie to kosztować około 550 PLN, żeby zrobić same otwory! Musiałem więc zmienić technikę.
Oto i ona: wiercenie max 10 sekund, potem wiertło do zimnej wody i pryskanie zraszaczem do otworu. Zajęło mi to wieki, ale opłaciło się!
W sumie starłem dwa diamenty i jakieś 8 wierteł. Czyli tylko jakieś 250 PLN w plecy. Reszta wierteł idzie do zwrotu, więc też plus.

Balustrady aluminiowe na schodach

Balustrady aluminiowe na schodach


Poza tym było dużo pracy przy przycinaniu i polerowaniu słupków. W domowych warunkach ciężko jest przyciąć coś równo, wiec ratowałem się szlifierką.
Do śrub będę musiał też dokupić jakieś zaślepki. W tej chwili przy mocowaniu słupków wygląda trochę surowo. Co prawda to jeszcze nie koniec, bo została jeszcze prawa strona schodów na półpiętrze, no ale to już można trochę odłożyć w czasie. Miejmy nadzieję, że na kolejne 2 lata 😉


Półki, książki i meble na TV

Opublikowany: Grudzień 1st, 2013 | Autor: | Kategoria: Design, Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy 2 komentarze »

Przyszedł i czas na to, aby nasza gigantyczna biblioteczka wypełniła się półkami, a może na odwrót 😉
Zanim zdecydowałem się na najprostsze rozwiązanie, musiało powstac jakieś 3 projekty minibiblioteczki w salonie i conajmniej 5 układów mebli pod i nad TV. Ostatecznie padło na półki. Nie przytłaczają, nie zajmują dużo miejsca, wymiary idealnie się zgadzały. Ok, a więc do roboty:

LACK, czarny IKEA

Układ skłąda się z 5 półek, trzech o długości 110 cm, i dwóch o długości 30cm. Dlaczego taki ? Trzy półki jedna pod drugą to jednak oklepany temat, ale krótkie półki (30cm) pomiędzy nimi wprowadzają już jakiś ciekawy element wizualny i praktyczny. Wizualny, bo mamy zachowaną symetrię i nowoczesny wzór. Praktyczny, bo oganicza ilość książek na półce, a więc zmniejsza obciążenie. Dodatkowo stanowi blokadę ksiązek z jednej strony.

LACK Ikea


No a co z telewizją ?
Najchętniej zezłomowałbym telewizor i wszystko co z nim związane, ale żona musi oglądać na czymś „M jak Miłość”. Dlatego też, należało jakoś tą bezproduktywną część zaprojektować. Przede wszystkim przestrzeń – taki jest cel. Po aranżacji i tak nasłuchałem się, że zamiast tych półek powinna tu być szafka na obrusy.
No cóż, to może jeszcze pionowa szafka na miotły 😛 A teraz poważnie:
To przestrzeń przeznaczona na multimedia i wszystko co z nią związane, a więc płyty CD, DVD, kino domowe, TV, może jakiś wzmacniacz jak dzieciaki podrosną i głośniki. A więc kilka lat do przodu i bez upychania wszystkiego jak rumun w tobołku. Oto efekty:

Półki na CD i media


Trzy półki, jeden regał LACK i mebelek pod TV. Vuala!
Co prawda plazmy jeszcze nie ma, ale zestaw kryzysowy już działa. Najbardziej jest nim zainteresowany nasz syn, który już zaczął chować się do szuflad i wciskać wszelkie przyciski. Musieliśmy je niestety pozaklejać taśmą, ale i tak go to nie powstrzymało.

Półki i meble pod tv

Generalnie pomimo mebelków, 14 calowego telewizorka i nostalgii za meblościanką, wciąż jeszcze czuje się przestrzeń.
O to najbardziej chodziło, aby dom nie był magazynem, a miejscem do mieszkania.


Obrazy i ich miejsce

Opublikowany: Luty 25th, 2013 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

W końcu zebrałem się za mini galerię nad schodami. Plan był już na jej wykonanie wcześniej, ale dopiero dziś znalazł się na nią czas.
Pełna symetria. To właśnie przyświecało mi podczas wiercenia otworów w ścianie. Dobrym wyznacznikiem są same schody i odległości pomiędzy stopniami. A więc, ułożenie równoległe względem schodka. Wysokość otworu to 165cm od stopnia. Centrum obrazu jest mniej więcej na wysokości oczu i nie trzeba zadzierać głowy do góry. Odległości pomiędzy obrazami to około 30 cm. Tej długości nie trzeba idealnie przestrzegać, wizualnie wystarczy zachować symetrię w przypadku samej wysokości, jeśli wzrok ją dostrzeże, to nie będzie doszukiwać się innych detali. W końcu najważniejszy jest i tak obraz.

Często można spotkać niesymetryczne i chaotyczne rozmieszczenie obrazów w domach. Najczęściej spowodowane jest to tym, że spodobał się nam jakiś okaz i upychamy jeden obok drugiego. W pewnym momencie zburzymy symetrię. Margines pomiędzy ramkami będzie zbyt duży i zamiast skupiać się na obrazie będzie nas irytować zbyt wąska przerwa pomiędzy jednym a drugim, lub prosta biała rama obok rzeźbionej złotej. Tak najczęściej wyglądają domowe galerie … niestety.

Rozwiązanie symetryczne jest bezpieczne, miłe dla oka i przyjemne.

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami


Ciepło za grosze ?

Opublikowany: Luty 10th, 2013 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Po wpadce z taniopal.pl rozpocząłem poszukwiania innego dystrybutora ekogroszku w okesie zimowym. Wszędzie piszą, że nie będzie suchego opału w zimie, bo po przepłukaniu towar idzie do worków itd. Akceptuję ten fakt, ale wilgotny opał, a breja w worku to dwie różne sprawy. Dlatego też, postanowiłem sprawdzić cieplozagrosze.pl
Na efekty tej transakcji nie trzeba było długo czekać.
Kurier przyjechał rozgarnięty, zadowolony i wiedział jak używać paleciaka. Towar 40 zł droższy niż w taniopal.pl, ale jakość i wilgotność na przyzwoitym poziomie.
Towar był wilgotny, ale po otwarciu worków po 1 dniu w kotłowni właściwie był suchy. Do palety z ekogroszkiem dostałem również podpałkę. Małe a cieszy.
Jedyne zastrzeżenia mam co do zgrzewania samych worków. Są bardzo słabo zgrzane, więc trochę groszku się rozsypało. Nad tym trzeba by popracować. Najważniejsze jest jednak to, że opał jest w stanie suchości, w którym można nim palić praktycznie po jednej dobie od dnia dostarczenia. Zanieczyszczenie w piecu jest szarym popiołem, a nie czarną czy brunatną sadzą, jak to w przypadku taniopal.pl Dodatkowo granulacja jest super! Jak do tej pory nie znalazłem w workach nic podejrzanego, a podajnik ani razu się nie zablokował.

A tu poglądowe fotki:

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Aktualizacja: 19 luty.
No i za wcześnie pochwaliłem cieplozagrosze.pl. Kolena partia która do mnie przyjechała, okazała się mokra. Nie byłaby taka, gdyby nie fakt, że granulacja była mniejsza niż zwykle, przez co wilgoci zostało więcej. Nie jest to co prawda błoto, ale wilgoć jest dość duża.
Ocena automatycznie spada.
Ocena ogólna: Może być !


Tani opał i korozja

Opublikowany: Grudzień 16th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , , ,
Brak komentarzy 4 komentarze »

Jako że w piecu zaczęliśmy już palić, przyszedł w końcu czas na przetestowanie nowego opału. I tu czekała nas niespodzianka.
Postanowiłem zamówić towar od firmy, która wydawała się być ekspertem w sprawach ekogroszku. Wydawała się taką, ponieważ na swojej stronie ma mnóstwo informacji na jego temat. Jedną z najciekawszych jest fakt dotyczący mokrego opału i tego jak działa korodująco na piec w którym palimy. Wydawałoby się, że zamawianie od nich towaru jest jednocznaczne z tym, że opał przyjedzie suchy. Nic bardziej mylnego. Tani opał, to tanie błoto.
Pstryknąłem kilka fotek opału, świeżo po wypakowaniu. Dla porównania takie samo błoto można kupić w marketach.

tani opał .pl

Tanie błoto

tani opał .pl

Tanie błoto

Ttani opał .pl

Tanie błoto


To jednak nie koniec niespodzianek. Musiałem oczywiście opał wysuszyć, więc kilka dni suszenia i można to badziewie wogóle wrzucić do zasobnika.
Tylko czy na pewno ? Okazuje się bowiem, że granulacja deklarowana na opakowaniu powinna wynosić 5-25mm, a w praktyce jest to 20-80mm. Powodzenia życzę tym wszystkim, którzy mają podajniki ślimakowe. Zawleczki pozrywane na bank. U nas na szczęście podajnik tłokowy z szerszą szczeliną jakoś sobie radzi. Jednak też nie ze wszystkim. Tu znalezisko, które zablokowało mi tłok w piecu:

Kamień w opale

Kamień w opale


To zdjęcie zrobiłem już na podsuszonym opale, i widać wyraźnie wymieszanie węgla brunatnego z kamiennym. Gdzieś doszukałem się informacji, że to zwykły Czeski ekogroszek pomieszany z naszym. Brawo taniopal.pl.

A tu jeszcze inna ciekawostka, ale tym razem z droższego opału tej samej firmy:

Asfalt w ekogroszku

Asfalt w ekogroszku


Jeśli zgadujecie co to jest, to odpowiem … asfalt. Normalnie drogowy asfalt. Kpina.
Coś takiego trafia się średnio co 20 worek. Jest to ostatnia partia ekogroszku zamówiona z tej firmy.

A teraz deser z kurierem 🙂 To nadaje się na nagrodę darwina.
Nie wiem skąd ta firma zamawia kurierów, ale trafiliśmy na takiego tłumoka, jakiego jeszcze nie było.
Najpierw tłumaczenie jak dojechać. Niby proste – skręci Pan za znakiem w lewo – dzwoni telefon – Skręciłem przed znakiem w lewo i jestem w jakiejś wytwórni pasz –
– Gdzie Pan jest ?? – W wytwórni pasz … a Pan tu nie mieszka ?? – Nie nie mieszkam. Mówiłem Panu za znakiem w lewo – W lewo ? A to zmienia postać rzeczy –
Drugi telefon: – To gdzie Pan jest, bo ja jestem już na miejscu – Mnie tam nie ma, przed domem jest żona dzieckiem, otworzy bramę – A czy ktoś tam będzie do pomocy ? – Nie, jest tam tylko żona z dzieckiem i raczej Panu nie pomoże –
Kurier podjeżdza pod otwartą bramę, wychodzi z samochodu, widzi żonę z dzieckiem przed bramą – To Pani na mnie czeka ? – Nie tak sobie samochody oglądam 🙂 – kurier wsiada do samochodu 😀 – No co Pan robi ?! To tu. Myśli Pan że po co brama jest otwarta ?
Kurier stoi i się patrzy.
– No na co Pan czeka ? Niech Pan wjeżdza –
– Ja tu samochodem nie wjadę, muszę zostawić towar pod bramą –
– Oszalał Pan ? Jak to pod bramą ? A jak mąż wjedzie do domu ? –
– Tu za wąsko, samochód mi nie wjedzie –
– Panie, nie takimi samochodami tu wjeżdzali, jedzie pan do przodu, a potem tyłem wjeżdza, mogę Panu wjechać jak Pan chce –
– Tyłem ? Nie ja tu tyłem nie wjadę, do dołu wpadnę –
– Nie wpadnie Pan –
– To ja przodem wjadę –
No i zaczął próbować przodem, ale pojechał dalej. Wykręcił u sąsiada i zawraca. Jedzie znów do przodu i cofa tyłem 😉
Meczył, męczył i wjechał. Ech, kiedyś tu Facet wjechał jakimś 8 metrowym dostawczakiem, Kamazem, nie wiem czym jeszcze, a tu taka niespodzianka.
No , ale jak już wjechał zaczęła się zabawa:

– Musi Pani załatwić kogoś do pomocy, bo ja sam nie dam rady –
– Niby kogo do pomocy ? To Pan wiezie towar bez pomocnika ? –
– Pani idzie do sąsiada da mu na piwo, żeby pomógł –
– Chyba sobie Pan żarty robi ? –

Dzwonią do mnie. Ja krótko:

– Proszę Pana z czym jest problem ? –
– Potrzebuję kogoś do pomocy, bo tu jest tona węgla, czy pan to rozmie, tona węgla ! –
– Proszę Pana, to po co Pan taki towar rozwozi jak Pan nie może go zdjąć, ja mam w umowie że towar wyładowuje kurier –
– Ze mną Pan umowy nie podpisywał –
– A to mnie nie interesuje, ja kupuję towar, a kto go przywiezie i jak wypakuje to już nie moja sprawa –
– To ja zaraz jadę w takim razie –

Na co żona odpowiada:

– To niech Pan jedzie, towar jeszcze nie zapłacony –

Pytam gościa wprost:

– To nie ma pan wózka jakiegoś do tego, jak Pan to przywiózł ? –
– Ja wózek mam, ale go nie przeciągnę z węglem przez samochód –
– Wie Pan co ? To nie po raz pierwszy ktoś tu parkuje i przenosi paletę na wózku i jakoś nigdy nie było problemu, jak Pan nie umie to Pan znosi pojedyńczo –

I w tym monencie Pan się chyba zastanowił i rozłączył.
Okazało się potem, że chyba w końcu nauczył się używać paleciaka i stwierdził że jednak da się tonę węgla paleciakiem przesunąć bez problemu 😉
Wyładował, wziął kasę, do nie widzenia.
Pamiętajcie, że tacy ludzie są na drogach, ja się boję.


Plafony to nie łaskotki

Opublikowany: Lipiec 28th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , , ,
Brak komentarzy 1 Komentarz »

Po wielu miesiącach użykowania oświetlenia budowlanego, czyli zwykłych żarówek w oprawkach, przyszedł czas na założenie bardziej odpowiedniego oświetlenia.
Schody nie pozostawiały wątpliwości. Plafony. Ściana jest wysoka, więc najlepszy byłby jakiś podłużny plafon, jednak po obejrzeniu dostępnych i porównaniu cen, odpowiedni plafon do ściany schodowej zaczynał się od 300 PLN. Pomyślałem więc, że ciekawiej będzie ustawić obok siebie dwa mniejsze plafony w jakiejś bardziej przystępnej cenie (powiedzmy 100PLN/szt.). I tak też zrobiłem. Znalazłem dwa mniejsze kwadratowe plafony i ułożyłem je obok siebie pod kątem 45 stopni.

Plafoniery

Plafoniery

Jednak zanim to nastąpiło, o mało nie połamałem sobie nóg. Byłem na tyle sprytny, że ustawiłem drabinę na schodach bez podparcia, a kiedy doszedłem do końca drabiny, ta oczywiście ześlizgnęła się na dół ze mną po ścianie. Grzmotnąłem prosto na gresowe schody. Pierwsze co do mnie dotarło, to to, że nie czuję lewej nogi od kolana w dół. Pięknie! Chyba złamałem nogę. Popatrzyłem że mam w kolanie lekko odgiętą nogę, oraz opuchnięty piszczel. Obdarć skóry nie liczyłem. Zastanawiałem się tylko w którym miejscu mam pęknięcie. Leżałem tak dobre 5 minut zanim coś zacząłem czuć nogę i wtedy ją wyciągnąłem. Mogłem ruszać stopą, więc wygląda na to, że wszystko jest ok. Później zobaczyłem że spadająca drabina ułamała róg gresu. Ech, pięknie, trzeba będzie skuć. Później jakoś doczłapałem na dół. Chyba więcej szczęścia niż rozumu. Żona w tym czasie karmiła dziecko, więc zobaczyła już tylko jak człapię z siniakami na nogach. Dała mi piwo i obmyła spirytusem rany.

Po kilku godzinach odpoczynku i nałożeniu plastrów … poszedłem po lepszą drabinę 😉 dwu-elementową rozkładaną. Ustawiłem ją na podłodze, podstawiłem coś żeby się nie odsunęła i opuchnięty dokończyłem dzieła.

Plafoniery

Plafoniery

Do zamontowania została jeszcze plafoniera w ganku. Montaż tego modelu był koszmarem. Dokręcenie szklanej osłony, to igrzyska olimpijskie w precyzji pracy dwoma palcami. Szczelina jest w niej tak wąska, że można dokrecić nakrętki tylko dwoma palcami. I to jeśli masz długie palce 😉 Generalnie cieszę się, że mam już to za sobą. Przez jakiś czas będę miał uraz do drabiny.

Plafon Nebraska

Plafon Nebraska

A tu właśnie efekty mojego upadku:

Ukruszony gres

Ukruszony gres

Obite nogi

Obite nogi


Na świat przyszedł Oskar

Opublikowany: Lipiec 18th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dziecko, Przemyślenia |
Tagi: , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Od czego by tu zacząć? Hmm…
Może od szkoły rodzenia, gdzie dowiedzieliśmy się wszystkich potrzebnych informacji, po czym kiedy zaczął się poród … większość wyleciała nam z głowy. Wszystko działo się bardzo szybko, więc i tak słuchaliśmy tylko lekarzy, ale zacznijmy od początku. Generalnie cała historia zaczyna 5 dni po zapowiadanym terminie porodu, kiedy to Zuza zaczęła odczuwać regularne skurcze. Choć dla Zuzy nie były to skurcze bolesne, a przynajmniej nie bardziej niż dziecko wypychające nogę w brzuchu, to jednak regularne. Kiedy skurcze z 10 minut zeszły do 7, postanowiłem że idę spać 😉 Poszliśmy więc spać, bo byliśmy pewni, że nic przez noc się nie stanie. No i nie stało się.

Rano skurcze okazały się również regularne, natomiast wróciły do poprzednich 10 minut. Zebraliśmy się więc powoli do kąpieli, ubraliśmy i pojechaliśmy do szpitala na badanie KTG. W zasadzie od razu po wywiadzie z lekarką dali nas na patologię, ponieważ na porodówce nie było miejsca. Kazali zabrać swoje rzeczy i podłączyli pod KTG. Po 1h okazało się że skurcze są częstsze, przenieśliśmy się na salę porodową. Przyszedł lekarz, zobaczył wykres i stwierdził że są skurcze, ale nie tak dobre jakby chciał, podłączyli więc Zuzę pod oksytocynę. I to był właśnie błąd 😉 O ile skurcze naturalne nie były tak odczuwalne, tak te wymuszone zaczęły się dawać we znaki.

Mieliśmy niezłe szczęście trafiając na naszą położną ze szkoły rodzenia – Perełka, czyli Gośkę Olszewską. Pewnie wszystko skończyłoby się cesarką już przy pierwszym spadku tętna dziecka, ale odpowiednie zmiany pozycji sprawiły, że wszystko wróciło do normy. Spadek tętna nastąpił kiedy skurcz naturalny przeszedł w skurcz wywołany oksytocyną, przez co jeden skurcz trwał 2 razy dłużej. Ja byłem cały czas zajęty obsługą Mama Tens. Ciekawe urządzenie, które niweluje ból podczas skurczy. Oczywiście do czasu kiedy zaczęły się skurcze spowodowane przez oksytocynę. Wtedy zaczęła się prawdziwa jazda. Kiedy odkleił się jeden z plastrów Tensa, tylko spotęgowało to ból. – Zdejmijcie to ze mnie ! – mówi samo za siebie.

Przed porodem w wannie

Generalnie byliśmy w wannie, na piłce itd. Postępowało coraz większe rozwarcie, w międzyczasie wrzaski, standardowe pchaj, pchaj, etc. Ja za Zuzą siedziałem okrakiem uciskałem brzuch i dociskałem jej głowę do klatki piersiowej. No i co ? No i nic. Zuza po niecałej godzinie takiej zabawy straciła siły i nie mogła już stać na nogach. Położyli ją więc na fotel i zapadła decyzja że muszą jej pomóc. Tętno dziecka zaczęło spadać, wtedy sytuację ocenił doktor i wykonał manewr Kristellera po którym pokazała się główka. Gośka spojrzała na małego i powiedziała – no tak, owinięty pępowiną i to dwa razy – Szybko odwinęła pępowinę i właściwie po chwili dziecko samo wyskoczyło. Urodzony w czepku, jak to mówią, bo wody nie odeszły do samego końca, na świat przyszedł Oskar.

Oskar

3.7Kg, 57 cm, 10/10

Mieliśmy niezłego stracha kiedy spadało mu tętno. Gdyby nie to, pewnie wszystko zakończyłoby się cesarką. To całe „wypychanie”, jest bardzo niebezpiecznym zabiegiem, ale wtedy nikt o tym nie myślał, liczył się czas. Na szczęście Oskar dostał 9 punktów w pierwszej minucie (za napięcie), a następnie 10 punktów w 5 minucie. Zuza jeszcze musiała się trochę dłużej pomęczyć. Oczywiście wszystko bez znieczulenia, wypychanie łożyska, szycie na żywca, a potem jeszcze zawijanie macicy na oksytocynie. Była tak blada jak papier. Za to ja mokry jak pies 😉 ale kiedy już byliśmy w pokoju, a Oskar otworzył oczka i na nas popatrzył, zapomnieliśmy o wszystkim. O braku znieczulenia w Wołomińskim szpitalu, o braku klimatyzacji, o temperaturze w pokoju 34 stopnie i o burzy która zaczęła się dokładnie kiedy zaczęła działać oksytocyna.

O samym pobycie w szpitalu, jedzeniu, temperaturze i zachowaniu personelu można by długo pisać, ale niektóre rzeczy trzeba przeżyć samemu. Pozostawiam to do oceny innych. Generalnie nie zawsze jest miło.
A tu jest już miejsce na naszego Oskara.

Oskar

Oskar

Oskar z tatą

Oskar z tatą


Łazienka na niebiesko

Opublikowany: Czerwiec 30th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Skoro mamy już gdzie zrobić jedzonko, należałoby przygotować miejsce gdzie można zrobić miejsce na kolejny posiłek 😉
W łazience na dole, chłodne kolory to był zdecydowanie dobry pomysł. Mała powierzchnia szybko się nagrzewa, para z kabiny prysznicowej zagęszcza atmosferę, więc połączenie niebieskiego i białego odczuwalnie poprawia samopoczucie.

Z Leroy-a zaopatrzyliśmy się w zestaw umywalkowy Cersanitu. Chyba jedyny jaki odpowiadał naszym wymiarom, aby zlew nie wchodził na ościeżnicę. Okazało się też, że warto kupować kompletne zestawy, bo mamy w środku syfony, kraniki, wężyki, baterię, silikony, kołki itd. Jeśli kupujemy oddzielnie zlewy i baterie, bardzo możliwe że resztę będzie musiał dobrać hydraulik, a to może okazać się droższe niż kompletny zestaw. Szafeczka z umywalką to niezastąpiony mebel łazienkowy. Wszelkie środki czystości nie kują w oczy, tylko lądują w szafce. Półki w łazienkach sprawdzają się niestety słabo. Wszystkie szampony itp. lądują na wierzchu i skutecznie psują urok łazienki zamieniając ją w magazyn chemiczny. Czyli krótko mówiąc zamykać i nie pokazywać.

Łazienka na dole - kabina i meble łazienkowe

Łazienka na dole – kabina i meble łazienkowe

Nie wiem dlaczego skusiliśmy się na kabinę prysznicową z hydromasażem. W praktyce okazuje się, że bicze wodne to nie te same bicze, których używa się w SPA, a jedynie słaba ich namiastka przypominająca mocne drapanie po plecach. Problem jest też w przełączaniu się pomiędzy prysznicem a biczami, bo przecież żeby uruchomić bicze, lub przełączyć się pomiędzy biczami a prysznicem, trzeba obrócić się przodem do panelu prysznicowego. Jednak, aby skorzystać z biczy, należy siedzieć do nich tyłem. Przypomina to nieskończoną zabawę w odwracanie się, lub regulację na ślepo 😉 Śmieszne jest też to, że wszystkie zaciski na wężykach od biczy i deszczownicy nie były dokręcone. Musiałem po kolei sprawdzać i dokręcać każdy z nich po tym jak doczytałem się w necie, że to norma. Na plus zasługuje podświetlenie, wentylacja no i radio 😉 przyjemnie się pluskać i słuchać muzy. Do tego trzeba jeszcze dodać, że kabiny z pełnymi obudowami zaczynają się od rozmiaru 90x90cm, więc praktycznie zmieściła się nam „na styk”.
Kabina prysznicowa to DURASAN Niagara.

Montaż WC to było nie lada wyzwanie. Precyzja z jaką musiałem się wykazać, aby jednocześnie umiejscowić śruby, odpływ i dopływ wody, to dopiero był meksyk. Do tego jeszcze musiałem odizolować muszlę od kafelków. Kupiłem swego czasu fajną izolację samoprzylepną na bazie gąbki. Przydała się skutecznie zabezpieczając kafelki przed pęknięciem. Muszla pod zabudowę opiera się przecież na kafelkach, a obciążenie wzrasta kiedy na niej siadamy. Montaż deski sedesowej to był dopiero dramat. Musiałem nieźle nurkować pod sedesem, aby ją dokręcić. Na szczęście udało się.
Miska sedesowa to KOŁO Style.

Łazienka na dole - Sedes podwieszany, kabina i zlew

Łazienka na dole – Sedes podwieszany, kabina i zlew

Na koniec szafka z lustrem. Kolejne miejsce gdzie można jeszcze upchać kosmetyki, pasty do zębów itd. Niezastąpiony mebel łazienkowy. Niefortunnie u nas położenie tej szafki wypadło na włączniku oświetlenia lustra i kontaktu. Musiałem niestety wyciąć otwory w tylnej ściance szafki. Z jednej strony to również zaleta, bo przełączniki nie są na wierzchu. Nad szafką zamontowałem oświetlenie halogenowe. Na chwilę obecną raczej mało wykorzystywane, ale może się przydać.
Szafka Uniwersalna ASTOR.

Generalnie te kilka metrów kwadratowych bardzo ładnie rozplanowałem. Można w miarę swobodnie załatwić wszystkie potrzeby i nie czuć jak w klatce.


Kuchnia na biało

Opublikowany: Czerwiec 18th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy 1 Komentarz »

Miała być kuchnia na zamówienie, a skończyło się na Ikei. Dlaczego właśnie tak ?
Z kuchniami na zamówienie jest pewien problem, mianowicie czas oczekiwania.
Po wycenie kuchni z frontami fornirowymi, okazało się, że cena nie jest wcale duża, natomiast termin był dla nas mało ciekawy. Zanim podjęliśmy decyzję, okazało się, że straciliśmy kolejny termin i teraz już całkiem przestało się to nam podobać.

Kuchnia Ikea - szafki górne

Kuchnia Ikea - szafki górne

Zapadła więc decyzja, że mamy to w dupie i bierzemy kuchnię z Ikei. Po wstępnych przymiarkach wszystko pasowało cacy. Wzięliśmy w zasadzie komplet ze sprzętem AGD, poza blatami. Blaty w Ikei to masakra. Ceny to jakiś kosmos. Nie mówiąc już o tym, że większość blatów w Ikei to zwykła okleina! Oczywiście można zamówić sobie drewniany blat w Ikei, ale za około 500 zł za metr i to bez malowania!

Kuchnia Ikea - szafki dolne

Kuchnia Ikea - szafki dolne

Wymyśliłem sobie, że na chwilę obecną bierzemy Ikeę, a jeśli za 2-3 latka dziecko nam zniszczy, to weźmiemy coś na zamówienie 🙂 Wymiary przecież już są.
Kuchnia przyjechała, a w zasadzie to sami ją z teściem przywieźliśmy przyczepką. Serce boli człowieka, kiedy się okazuje, że za kilka płyt wiórowych płaci się po kilkanaście tysięcy. No ale co zrobić. Ikea nie ma może super materiałów, ale za to wszelkie planery, możliwość zapisywania konfiguracji i kompletowania na miejscu to najlepszy wynalazek pod słońcem.

Kuchnia Ikea - szafki dolne

Kuchnia Ikea - szafki dolne

Kuchnię składałem w sumie może 3 dni. Trochę zabawy jednak z mebelkami było. Zwłaszcza z mocowaniem do ścian. Jak to dobrze, że miałem długie wkręty 😉 inaczej nie zamocowałbym szafek z lekkim odstępem od ściany. Poza tym męczyłem się też z okapem i poziomami w podwieszanych szafkach. Na szczęście domowy zapas nakrętek, podkładek i śrub się przydał w tej walce.

Kuchnia szyna z koszykami

Kuchnia szyna z koszykami

W kuchni zrobiło się trochę za jasno, więc zaopatrzyliśmy się w ciemne drążki do chochli, koszyków na naczynia itd. Zrobiło się bardziej domowo.
Szafki podwiesiłem trochę wyżej, ze względu na wysoki sufit. Wszystko po to, aby przestrzeń nie była zbyt wysoka, a jednocześnie by można było wszystko z szafek bez problemu wyciągnąć. Decyzję podjąłem po tym, jak zobaczyłem ile ludzie są w stanie upchnąć szafek w kuchni. Masakra. U nas miało być „z oddechem”, aby nie trzeba było się przeciskać pomiędzy zabudową.

Kuchnia szyna z koszykami

Kuchnia szyna z koszykami

W końcu zadzwonili do nas, że blaty są już gotowe.
Znaleźliśmy firmę w Wołominie, która dla nas taki blacik wykonała. Firma nazywa się STOL-DOM i można ją śmiało polecić. Za normalne pieniądze można mieć drewniany blat. Za prawie 6 metrów blatu bukowego, o grubości 3cm zapłaciliśmy około 1200 PLN.

Kuchnia - blaty

Kuchnia – blaty

Montaż blatów przeprowadziłem sam. Wyciąłem otworki, uszczelniłem, podkręciłem. Gorzej było z instalacją zlewozmywaka. To badziewie nie ma fabrycznie wyciętych otworów, więc musiałem się trochę namęczyć z nożycami do blachy, aby zamocować w zlewie baterię. Z syfonem poszło dużo szybciej.

Kuchnia - blaty

Kuchnia – blaty

Potem przyszedł czas na silikonowanie. Przestrzegam przed czarnym silikonem! Nie wiem czemu wpadłem na pomysł, aby nim uszczelnić ciemne blaty, bo w końcu mogłem użyć bezbarwnego. Czarny silikon to najgorszy silikon do wytarcia z możliwych! Zużyłem dwie rolki papieru, żeby go wyczyścić z kafelków i blatu. Masakra.

Kuchnia - blaty

Kuchnia – blaty

Do kuchni został jeszcze do wstawienia stolik, no i jakieś ciekawy żyrandol. A tymczasem można już coś gotować. Kuchnia stoi!


-->