Półki, książki i meble na TV

Opublikowany: Grudzień 1st, 2013 | Autor: | Kategoria: Design, Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy 2 komentarze »

Przyszedł i czas na to, aby nasza gigantyczna biblioteczka wypełniła się półkami, a może na odwrót 😉
Zanim zdecydowałem się na najprostsze rozwiązanie, musiało powstac jakieś 3 projekty minibiblioteczki w salonie i conajmniej 5 układów mebli pod i nad TV. Ostatecznie padło na półki. Nie przytłaczają, nie zajmują dużo miejsca, wymiary idealnie się zgadzały. Ok, a więc do roboty:

LACK, czarny IKEA

Układ skłąda się z 5 półek, trzech o długości 110 cm, i dwóch o długości 30cm. Dlaczego taki ? Trzy półki jedna pod drugą to jednak oklepany temat, ale krótkie półki (30cm) pomiędzy nimi wprowadzają już jakiś ciekawy element wizualny i praktyczny. Wizualny, bo mamy zachowaną symetrię i nowoczesny wzór. Praktyczny, bo oganicza ilość książek na półce, a więc zmniejsza obciążenie. Dodatkowo stanowi blokadę ksiązek z jednej strony.

LACK Ikea


No a co z telewizją ?
Najchętniej zezłomowałbym telewizor i wszystko co z nim związane, ale żona musi oglądać na czymś „M jak Miłość”. Dlatego też, należało jakoś tą bezproduktywną część zaprojektować. Przede wszystkim przestrzeń – taki jest cel. Po aranżacji i tak nasłuchałem się, że zamiast tych półek powinna tu być szafka na obrusy.
No cóż, to może jeszcze pionowa szafka na miotły 😛 A teraz poważnie:
To przestrzeń przeznaczona na multimedia i wszystko co z nią związane, a więc płyty CD, DVD, kino domowe, TV, może jakiś wzmacniacz jak dzieciaki podrosną i głośniki. A więc kilka lat do przodu i bez upychania wszystkiego jak rumun w tobołku. Oto efekty:

Półki na CD i media


Trzy półki, jeden regał LACK i mebelek pod TV. Vuala!
Co prawda plazmy jeszcze nie ma, ale zestaw kryzysowy już działa. Najbardziej jest nim zainteresowany nasz syn, który już zaczął chować się do szuflad i wciskać wszelkie przyciski. Musieliśmy je niestety pozaklejać taśmą, ale i tak go to nie powstrzymało.

Półki i meble pod tv

Generalnie pomimo mebelków, 14 calowego telewizorka i nostalgii za meblościanką, wciąż jeszcze czuje się przestrzeń.
O to najbardziej chodziło, aby dom nie był magazynem, a miejscem do mieszkania.


Obrazy i ich miejsce

Opublikowany: Luty 25th, 2013 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

W końcu zebrałem się za mini galerię nad schodami. Plan był już na jej wykonanie wcześniej, ale dopiero dziś znalazł się na nią czas.
Pełna symetria. To właśnie przyświecało mi podczas wiercenia otworów w ścianie. Dobrym wyznacznikiem są same schody i odległości pomiędzy stopniami. A więc, ułożenie równoległe względem schodka. Wysokość otworu to 165cm od stopnia. Centrum obrazu jest mniej więcej na wysokości oczu i nie trzeba zadzierać głowy do góry. Odległości pomiędzy obrazami to około 30 cm. Tej długości nie trzeba idealnie przestrzegać, wizualnie wystarczy zachować symetrię w przypadku samej wysokości, jeśli wzrok ją dostrzeże, to nie będzie doszukiwać się innych detali. W końcu najważniejszy jest i tak obraz.

Często można spotkać niesymetryczne i chaotyczne rozmieszczenie obrazów w domach. Najczęściej spowodowane jest to tym, że spodobał się nam jakiś okaz i upychamy jeden obok drugiego. W pewnym momencie zburzymy symetrię. Margines pomiędzy ramkami będzie zbyt duży i zamiast skupiać się na obrazie będzie nas irytować zbyt wąska przerwa pomiędzy jednym a drugim, lub prosta biała rama obok rzeźbionej złotej. Tak najczęściej wyglądają domowe galerie … niestety.

Rozwiązanie symetryczne jest bezpieczne, miłe dla oka i przyjemne.

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami

Obrazy nad schodami


Ciepło za grosze ?

Opublikowany: Luty 10th, 2013 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Po wpadce z taniopal.pl rozpocząłem poszukwiania innego dystrybutora ekogroszku w okesie zimowym. Wszędzie piszą, że nie będzie suchego opału w zimie, bo po przepłukaniu towar idzie do worków itd. Akceptuję ten fakt, ale wilgotny opał, a breja w worku to dwie różne sprawy. Dlatego też, postanowiłem sprawdzić cieplozagrosze.pl
Na efekty tej transakcji nie trzeba było długo czekać.
Kurier przyjechał rozgarnięty, zadowolony i wiedział jak używać paleciaka. Towar 40 zł droższy niż w taniopal.pl, ale jakość i wilgotność na przyzwoitym poziomie.
Towar był wilgotny, ale po otwarciu worków po 1 dniu w kotłowni właściwie był suchy. Do palety z ekogroszkiem dostałem również podpałkę. Małe a cieszy.
Jedyne zastrzeżenia mam co do zgrzewania samych worków. Są bardzo słabo zgrzane, więc trochę groszku się rozsypało. Nad tym trzeba by popracować. Najważniejsze jest jednak to, że opał jest w stanie suchości, w którym można nim palić praktycznie po jednej dobie od dnia dostarczenia. Zanieczyszczenie w piecu jest szarym popiołem, a nie czarną czy brunatną sadzą, jak to w przypadku taniopal.pl Dodatkowo granulacja jest super! Jak do tej pory nie znalazłem w workach nic podejrzanego, a podajnik ani razu się nie zablokował.

A tu poglądowe fotki:

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Ekogroszek cieplozagrosze.pl

Aktualizacja: 19 luty.
No i za wcześnie pochwaliłem cieplozagrosze.pl. Kolena partia która do mnie przyjechała, okazała się mokra. Nie byłaby taka, gdyby nie fakt, że granulacja była mniejsza niż zwykle, przez co wilgoci zostało więcej. Nie jest to co prawda błoto, ale wilgoć jest dość duża.
Ocena automatycznie spada.
Ocena ogólna: Może być !


Tani opał i korozja

Opublikowany: Grudzień 16th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , , ,
Brak komentarzy 4 komentarze »

Jako że w piecu zaczęliśmy już palić, przyszedł w końcu czas na przetestowanie nowego opału. I tu czekała nas niespodzianka.
Postanowiłem zamówić towar od firmy, która wydawała się być ekspertem w sprawach ekogroszku. Wydawała się taką, ponieważ na swojej stronie ma mnóstwo informacji na jego temat. Jedną z najciekawszych jest fakt dotyczący mokrego opału i tego jak działa korodująco na piec w którym palimy. Wydawałoby się, że zamawianie od nich towaru jest jednocznaczne z tym, że opał przyjedzie suchy. Nic bardziej mylnego. Tani opał, to tanie błoto.
Pstryknąłem kilka fotek opału, świeżo po wypakowaniu. Dla porównania takie samo błoto można kupić w marketach.

tani opał .pl

Tanie błoto

tani opał .pl

Tanie błoto

Ttani opał .pl

Tanie błoto


To jednak nie koniec niespodzianek. Musiałem oczywiście opał wysuszyć, więc kilka dni suszenia i można to badziewie wogóle wrzucić do zasobnika.
Tylko czy na pewno ? Okazuje się bowiem, że granulacja deklarowana na opakowaniu powinna wynosić 5-25mm, a w praktyce jest to 20-80mm. Powodzenia życzę tym wszystkim, którzy mają podajniki ślimakowe. Zawleczki pozrywane na bank. U nas na szczęście podajnik tłokowy z szerszą szczeliną jakoś sobie radzi. Jednak też nie ze wszystkim. Tu znalezisko, które zablokowało mi tłok w piecu:

Kamień w opale

Kamień w opale


To zdjęcie zrobiłem już na podsuszonym opale, i widać wyraźnie wymieszanie węgla brunatnego z kamiennym. Gdzieś doszukałem się informacji, że to zwykły Czeski ekogroszek pomieszany z naszym. Brawo taniopal.pl.

A tu jeszcze inna ciekawostka, ale tym razem z droższego opału tej samej firmy:

Asfalt w ekogroszku

Asfalt w ekogroszku


Jeśli zgadujecie co to jest, to odpowiem … asfalt. Normalnie drogowy asfalt. Kpina.
Coś takiego trafia się średnio co 20 worek. Jest to ostatnia partia ekogroszku zamówiona z tej firmy.

A teraz deser z kurierem 🙂 To nadaje się na nagrodę darwina.
Nie wiem skąd ta firma zamawia kurierów, ale trafiliśmy na takiego tłumoka, jakiego jeszcze nie było.
Najpierw tłumaczenie jak dojechać. Niby proste – skręci Pan za znakiem w lewo – dzwoni telefon – Skręciłem przed znakiem w lewo i jestem w jakiejś wytwórni pasz –
– Gdzie Pan jest ?? – W wytwórni pasz … a Pan tu nie mieszka ?? – Nie nie mieszkam. Mówiłem Panu za znakiem w lewo – W lewo ? A to zmienia postać rzeczy –
Drugi telefon: – To gdzie Pan jest, bo ja jestem już na miejscu – Mnie tam nie ma, przed domem jest żona dzieckiem, otworzy bramę – A czy ktoś tam będzie do pomocy ? – Nie, jest tam tylko żona z dzieckiem i raczej Panu nie pomoże –
Kurier podjeżdza pod otwartą bramę, wychodzi z samochodu, widzi żonę z dzieckiem przed bramą – To Pani na mnie czeka ? – Nie tak sobie samochody oglądam 🙂 – kurier wsiada do samochodu 😀 – No co Pan robi ?! To tu. Myśli Pan że po co brama jest otwarta ?
Kurier stoi i się patrzy.
– No na co Pan czeka ? Niech Pan wjeżdza –
– Ja tu samochodem nie wjadę, muszę zostawić towar pod bramą –
– Oszalał Pan ? Jak to pod bramą ? A jak mąż wjedzie do domu ? –
– Tu za wąsko, samochód mi nie wjedzie –
– Panie, nie takimi samochodami tu wjeżdzali, jedzie pan do przodu, a potem tyłem wjeżdza, mogę Panu wjechać jak Pan chce –
– Tyłem ? Nie ja tu tyłem nie wjadę, do dołu wpadnę –
– Nie wpadnie Pan –
– To ja przodem wjadę –
No i zaczął próbować przodem, ale pojechał dalej. Wykręcił u sąsiada i zawraca. Jedzie znów do przodu i cofa tyłem 😉
Meczył, męczył i wjechał. Ech, kiedyś tu Facet wjechał jakimś 8 metrowym dostawczakiem, Kamazem, nie wiem czym jeszcze, a tu taka niespodzianka.
No , ale jak już wjechał zaczęła się zabawa:

– Musi Pani załatwić kogoś do pomocy, bo ja sam nie dam rady –
– Niby kogo do pomocy ? To Pan wiezie towar bez pomocnika ? –
– Pani idzie do sąsiada da mu na piwo, żeby pomógł –
– Chyba sobie Pan żarty robi ? –

Dzwonią do mnie. Ja krótko:

– Proszę Pana z czym jest problem ? –
– Potrzebuję kogoś do pomocy, bo tu jest tona węgla, czy pan to rozmie, tona węgla ! –
– Proszę Pana, to po co Pan taki towar rozwozi jak Pan nie może go zdjąć, ja mam w umowie że towar wyładowuje kurier –
– Ze mną Pan umowy nie podpisywał –
– A to mnie nie interesuje, ja kupuję towar, a kto go przywiezie i jak wypakuje to już nie moja sprawa –
– To ja zaraz jadę w takim razie –

Na co żona odpowiada:

– To niech Pan jedzie, towar jeszcze nie zapłacony –

Pytam gościa wprost:

– To nie ma pan wózka jakiegoś do tego, jak Pan to przywiózł ? –
– Ja wózek mam, ale go nie przeciągnę z węglem przez samochód –
– Wie Pan co ? To nie po raz pierwszy ktoś tu parkuje i przenosi paletę na wózku i jakoś nigdy nie było problemu, jak Pan nie umie to Pan znosi pojedyńczo –

I w tym monencie Pan się chyba zastanowił i rozłączył.
Okazało się potem, że chyba w końcu nauczył się używać paleciaka i stwierdził że jednak da się tonę węgla paleciakiem przesunąć bez problemu 😉
Wyładował, wziął kasę, do nie widzenia.
Pamiętajcie, że tacy ludzie są na drogach, ja się boję.


Plafony to nie łaskotki

Opublikowany: Lipiec 28th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie, Przemyślenia |
Tagi: , , , , , ,
Brak komentarzy 1 Komentarz »

Po wielu miesiącach użykowania oświetlenia budowlanego, czyli zwykłych żarówek w oprawkach, przyszedł czas na założenie bardziej odpowiedniego oświetlenia.
Schody nie pozostawiały wątpliwości. Plafony. Ściana jest wysoka, więc najlepszy byłby jakiś podłużny plafon, jednak po obejrzeniu dostępnych i porównaniu cen, odpowiedni plafon do ściany schodowej zaczynał się od 300 PLN. Pomyślałem więc, że ciekawiej będzie ustawić obok siebie dwa mniejsze plafony w jakiejś bardziej przystępnej cenie (powiedzmy 100PLN/szt.). I tak też zrobiłem. Znalazłem dwa mniejsze kwadratowe plafony i ułożyłem je obok siebie pod kątem 45 stopni.

Plafoniery

Plafoniery

Jednak zanim to nastąpiło, o mało nie połamałem sobie nóg. Byłem na tyle sprytny, że ustawiłem drabinę na schodach bez podparcia, a kiedy doszedłem do końca drabiny, ta oczywiście ześlizgnęła się na dół ze mną po ścianie. Grzmotnąłem prosto na gresowe schody. Pierwsze co do mnie dotarło, to to, że nie czuję lewej nogi od kolana w dół. Pięknie! Chyba złamałem nogę. Popatrzyłem że mam w kolanie lekko odgiętą nogę, oraz opuchnięty piszczel. Obdarć skóry nie liczyłem. Zastanawiałem się tylko w którym miejscu mam pęknięcie. Leżałem tak dobre 5 minut zanim coś zacząłem czuć nogę i wtedy ją wyciągnąłem. Mogłem ruszać stopą, więc wygląda na to, że wszystko jest ok. Później zobaczyłem że spadająca drabina ułamała róg gresu. Ech, pięknie, trzeba będzie skuć. Później jakoś doczłapałem na dół. Chyba więcej szczęścia niż rozumu. Żona w tym czasie karmiła dziecko, więc zobaczyła już tylko jak człapię z siniakami na nogach. Dała mi piwo i obmyła spirytusem rany.

Po kilku godzinach odpoczynku i nałożeniu plastrów … poszedłem po lepszą drabinę 😉 dwu-elementową rozkładaną. Ustawiłem ją na podłodze, podstawiłem coś żeby się nie odsunęła i opuchnięty dokończyłem dzieła.

Plafoniery

Plafoniery

Do zamontowania została jeszcze plafoniera w ganku. Montaż tego modelu był koszmarem. Dokręcenie szklanej osłony, to igrzyska olimpijskie w precyzji pracy dwoma palcami. Szczelina jest w niej tak wąska, że można dokrecić nakrętki tylko dwoma palcami. I to jeśli masz długie palce 😉 Generalnie cieszę się, że mam już to za sobą. Przez jakiś czas będę miał uraz do drabiny.

Plafon Nebraska

Plafon Nebraska

A tu właśnie efekty mojego upadku:

Ukruszony gres

Ukruszony gres

Obite nogi

Obite nogi


Na świat przyszedł Oskar

Opublikowany: Lipiec 18th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dziecko, Przemyślenia |
Tagi: , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Od czego by tu zacząć? Hmm…
Może od szkoły rodzenia, gdzie dowiedzieliśmy się wszystkich potrzebnych informacji, po czym kiedy zaczął się poród … większość wyleciała nam z głowy. Wszystko działo się bardzo szybko, więc i tak słuchaliśmy tylko lekarzy, ale zacznijmy od początku. Generalnie cała historia zaczyna 5 dni po zapowiadanym terminie porodu, kiedy to Zuza zaczęła odczuwać regularne skurcze. Choć dla Zuzy nie były to skurcze bolesne, a przynajmniej nie bardziej niż dziecko wypychające nogę w brzuchu, to jednak regularne. Kiedy skurcze z 10 minut zeszły do 7, postanowiłem że idę spać 😉 Poszliśmy więc spać, bo byliśmy pewni, że nic przez noc się nie stanie. No i nie stało się.

Rano skurcze okazały się również regularne, natomiast wróciły do poprzednich 10 minut. Zebraliśmy się więc powoli do kąpieli, ubraliśmy i pojechaliśmy do szpitala na badanie KTG. W zasadzie od razu po wywiadzie z lekarką dali nas na patologię, ponieważ na porodówce nie było miejsca. Kazali zabrać swoje rzeczy i podłączyli pod KTG. Po 1h okazało się że skurcze są częstsze, przenieśliśmy się na salę porodową. Przyszedł lekarz, zobaczył wykres i stwierdził że są skurcze, ale nie tak dobre jakby chciał, podłączyli więc Zuzę pod oksytocynę. I to był właśnie błąd 😉 O ile skurcze naturalne nie były tak odczuwalne, tak te wymuszone zaczęły się dawać we znaki.

Mieliśmy niezłe szczęście trafiając na naszą położną ze szkoły rodzenia – Perełka, czyli Gośkę Olszewską. Pewnie wszystko skończyłoby się cesarką już przy pierwszym spadku tętna dziecka, ale odpowiednie zmiany pozycji sprawiły, że wszystko wróciło do normy. Spadek tętna nastąpił kiedy skurcz naturalny przeszedł w skurcz wywołany oksytocyną, przez co jeden skurcz trwał 2 razy dłużej. Ja byłem cały czas zajęty obsługą Mama Tens. Ciekawe urządzenie, które niweluje ból podczas skurczy. Oczywiście do czasu kiedy zaczęły się skurcze spowodowane przez oksytocynę. Wtedy zaczęła się prawdziwa jazda. Kiedy odkleił się jeden z plastrów Tensa, tylko spotęgowało to ból. – Zdejmijcie to ze mnie ! – mówi samo za siebie.

Przed porodem w wannie

Generalnie byliśmy w wannie, na piłce itd. Postępowało coraz większe rozwarcie, w międzyczasie wrzaski, standardowe pchaj, pchaj, etc. Ja za Zuzą siedziałem okrakiem uciskałem brzuch i dociskałem jej głowę do klatki piersiowej. No i co ? No i nic. Zuza po niecałej godzinie takiej zabawy straciła siły i nie mogła już stać na nogach. Położyli ją więc na fotel i zapadła decyzja że muszą jej pomóc. Tętno dziecka zaczęło spadać, wtedy sytuację ocenił doktor i wykonał manewr Kristellera po którym pokazała się główka. Gośka spojrzała na małego i powiedziała – no tak, owinięty pępowiną i to dwa razy – Szybko odwinęła pępowinę i właściwie po chwili dziecko samo wyskoczyło. Urodzony w czepku, jak to mówią, bo wody nie odeszły do samego końca, na świat przyszedł Oskar.

Oskar

3.7Kg, 57 cm, 10/10

Mieliśmy niezłego stracha kiedy spadało mu tętno. Gdyby nie to, pewnie wszystko zakończyłoby się cesarką. To całe „wypychanie”, jest bardzo niebezpiecznym zabiegiem, ale wtedy nikt o tym nie myślał, liczył się czas. Na szczęście Oskar dostał 9 punktów w pierwszej minucie (za napięcie), a następnie 10 punktów w 5 minucie. Zuza jeszcze musiała się trochę dłużej pomęczyć. Oczywiście wszystko bez znieczulenia, wypychanie łożyska, szycie na żywca, a potem jeszcze zawijanie macicy na oksytocynie. Była tak blada jak papier. Za to ja mokry jak pies 😉 ale kiedy już byliśmy w pokoju, a Oskar otworzył oczka i na nas popatrzył, zapomnieliśmy o wszystkim. O braku znieczulenia w Wołomińskim szpitalu, o braku klimatyzacji, o temperaturze w pokoju 34 stopnie i o burzy która zaczęła się dokładnie kiedy zaczęła działać oksytocyna.

O samym pobycie w szpitalu, jedzeniu, temperaturze i zachowaniu personelu można by długo pisać, ale niektóre rzeczy trzeba przeżyć samemu. Pozostawiam to do oceny innych. Generalnie nie zawsze jest miło.
A tu jest już miejsce na naszego Oskara.

Oskar

Oskar

Oskar z tatą

Oskar z tatą


Łazienka na niebiesko

Opublikowany: Czerwiec 30th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Skoro mamy już gdzie zrobić jedzonko, należałoby przygotować miejsce gdzie można zrobić miejsce na kolejny posiłek 😉
W łazience na dole, chłodne kolory to był zdecydowanie dobry pomysł. Mała powierzchnia szybko się nagrzewa, para z kabiny prysznicowej zagęszcza atmosferę, więc połączenie niebieskiego i białego odczuwalnie poprawia samopoczucie.

Z Leroy-a zaopatrzyliśmy się w zestaw umywalkowy Cersanitu. Chyba jedyny jaki odpowiadał naszym wymiarom, aby zlew nie wchodził na ościeżnicę. Okazało się też, że warto kupować kompletne zestawy, bo mamy w środku syfony, kraniki, wężyki, baterię, silikony, kołki itd. Jeśli kupujemy oddzielnie zlewy i baterie, bardzo możliwe że resztę będzie musiał dobrać hydraulik, a to może okazać się droższe niż kompletny zestaw. Szafeczka z umywalką to niezastąpiony mebel łazienkowy. Wszelkie środki czystości nie kują w oczy, tylko lądują w szafce. Półki w łazienkach sprawdzają się niestety słabo. Wszystkie szampony itp. lądują na wierzchu i skutecznie psują urok łazienki zamieniając ją w magazyn chemiczny. Czyli krótko mówiąc zamykać i nie pokazywać.

Łazienka na dole - kabina i meble łazienkowe

Łazienka na dole – kabina i meble łazienkowe

Nie wiem dlaczego skusiliśmy się na kabinę prysznicową z hydromasażem. W praktyce okazuje się, że bicze wodne to nie te same bicze, których używa się w SPA, a jedynie słaba ich namiastka przypominająca mocne drapanie po plecach. Problem jest też w przełączaniu się pomiędzy prysznicem a biczami, bo przecież żeby uruchomić bicze, lub przełączyć się pomiędzy biczami a prysznicem, trzeba obrócić się przodem do panelu prysznicowego. Jednak, aby skorzystać z biczy, należy siedzieć do nich tyłem. Przypomina to nieskończoną zabawę w odwracanie się, lub regulację na ślepo 😉 Śmieszne jest też to, że wszystkie zaciski na wężykach od biczy i deszczownicy nie były dokręcone. Musiałem po kolei sprawdzać i dokręcać każdy z nich po tym jak doczytałem się w necie, że to norma. Na plus zasługuje podświetlenie, wentylacja no i radio 😉 przyjemnie się pluskać i słuchać muzy. Do tego trzeba jeszcze dodać, że kabiny z pełnymi obudowami zaczynają się od rozmiaru 90x90cm, więc praktycznie zmieściła się nam „na styk”.
Kabina prysznicowa to DURASAN Niagara.

Montaż WC to było nie lada wyzwanie. Precyzja z jaką musiałem się wykazać, aby jednocześnie umiejscowić śruby, odpływ i dopływ wody, to dopiero był meksyk. Do tego jeszcze musiałem odizolować muszlę od kafelków. Kupiłem swego czasu fajną izolację samoprzylepną na bazie gąbki. Przydała się skutecznie zabezpieczając kafelki przed pęknięciem. Muszla pod zabudowę opiera się przecież na kafelkach, a obciążenie wzrasta kiedy na niej siadamy. Montaż deski sedesowej to był dopiero dramat. Musiałem nieźle nurkować pod sedesem, aby ją dokręcić. Na szczęście udało się.
Miska sedesowa to KOŁO Style.

Łazienka na dole - Sedes podwieszany, kabina i zlew

Łazienka na dole – Sedes podwieszany, kabina i zlew

Na koniec szafka z lustrem. Kolejne miejsce gdzie można jeszcze upchać kosmetyki, pasty do zębów itd. Niezastąpiony mebel łazienkowy. Niefortunnie u nas położenie tej szafki wypadło na włączniku oświetlenia lustra i kontaktu. Musiałem niestety wyciąć otwory w tylnej ściance szafki. Z jednej strony to również zaleta, bo przełączniki nie są na wierzchu. Nad szafką zamontowałem oświetlenie halogenowe. Na chwilę obecną raczej mało wykorzystywane, ale może się przydać.
Szafka Uniwersalna ASTOR.

Generalnie te kilka metrów kwadratowych bardzo ładnie rozplanowałem. Można w miarę swobodnie załatwić wszystkie potrzeby i nie czuć jak w klatce.


Kuchnia na biało

Opublikowany: Czerwiec 18th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy 1 Komentarz »

Miała być kuchnia na zamówienie, a skończyło się na Ikei. Dlaczego właśnie tak ?
Z kuchniami na zamówienie jest pewien problem, mianowicie czas oczekiwania.
Po wycenie kuchni z frontami fornirowymi, okazało się, że cena nie jest wcale duża, natomiast termin był dla nas mało ciekawy. Zanim podjęliśmy decyzję, okazało się, że straciliśmy kolejny termin i teraz już całkiem przestało się to nam podobać.

Kuchnia Ikea - szafki górne

Kuchnia Ikea - szafki górne

Zapadła więc decyzja, że mamy to w dupie i bierzemy kuchnię z Ikei. Po wstępnych przymiarkach wszystko pasowało cacy. Wzięliśmy w zasadzie komplet ze sprzętem AGD, poza blatami. Blaty w Ikei to masakra. Ceny to jakiś kosmos. Nie mówiąc już o tym, że większość blatów w Ikei to zwykła okleina! Oczywiście można zamówić sobie drewniany blat w Ikei, ale za około 500 zł za metr i to bez malowania!

Kuchnia Ikea - szafki dolne

Kuchnia Ikea - szafki dolne

Wymyśliłem sobie, że na chwilę obecną bierzemy Ikeę, a jeśli za 2-3 latka dziecko nam zniszczy, to weźmiemy coś na zamówienie 🙂 Wymiary przecież już są.
Kuchnia przyjechała, a w zasadzie to sami ją z teściem przywieźliśmy przyczepką. Serce boli człowieka, kiedy się okazuje, że za kilka płyt wiórowych płaci się po kilkanaście tysięcy. No ale co zrobić. Ikea nie ma może super materiałów, ale za to wszelkie planery, możliwość zapisywania konfiguracji i kompletowania na miejscu to najlepszy wynalazek pod słońcem.

Kuchnia Ikea - szafki dolne

Kuchnia Ikea - szafki dolne

Kuchnię składałem w sumie może 3 dni. Trochę zabawy jednak z mebelkami było. Zwłaszcza z mocowaniem do ścian. Jak to dobrze, że miałem długie wkręty 😉 inaczej nie zamocowałbym szafek z lekkim odstępem od ściany. Poza tym męczyłem się też z okapem i poziomami w podwieszanych szafkach. Na szczęście domowy zapas nakrętek, podkładek i śrub się przydał w tej walce.

Kuchnia szyna z koszykami

Kuchnia szyna z koszykami

W kuchni zrobiło się trochę za jasno, więc zaopatrzyliśmy się w ciemne drążki do chochli, koszyków na naczynia itd. Zrobiło się bardziej domowo.
Szafki podwiesiłem trochę wyżej, ze względu na wysoki sufit. Wszystko po to, aby przestrzeń nie była zbyt wysoka, a jednocześnie by można było wszystko z szafek bez problemu wyciągnąć. Decyzję podjąłem po tym, jak zobaczyłem ile ludzie są w stanie upchnąć szafek w kuchni. Masakra. U nas miało być „z oddechem”, aby nie trzeba było się przeciskać pomiędzy zabudową.

Kuchnia szyna z koszykami

Kuchnia szyna z koszykami

W końcu zadzwonili do nas, że blaty są już gotowe.
Znaleźliśmy firmę w Wołominie, która dla nas taki blacik wykonała. Firma nazywa się STOL-DOM i można ją śmiało polecić. Za normalne pieniądze można mieć drewniany blat. Za prawie 6 metrów blatu bukowego, o grubości 3cm zapłaciliśmy około 1200 PLN.

Kuchnia - blaty

Kuchnia – blaty

Montaż blatów przeprowadziłem sam. Wyciąłem otworki, uszczelniłem, podkręciłem. Gorzej było z instalacją zlewozmywaka. To badziewie nie ma fabrycznie wyciętych otworów, więc musiałem się trochę namęczyć z nożycami do blachy, aby zamocować w zlewie baterię. Z syfonem poszło dużo szybciej.

Kuchnia - blaty

Kuchnia – blaty

Potem przyszedł czas na silikonowanie. Przestrzegam przed czarnym silikonem! Nie wiem czemu wpadłem na pomysł, aby nim uszczelnić ciemne blaty, bo w końcu mogłem użyć bezbarwnego. Czarny silikon to najgorszy silikon do wytarcia z możliwych! Zużyłem dwie rolki papieru, żeby go wyczyścić z kafelków i blatu. Masakra.

Kuchnia - blaty

Kuchnia – blaty

Do kuchni został jeszcze do wstawienia stolik, no i jakieś ciekawy żyrandol. A tymczasem można już coś gotować. Kuchnia stoi!


Panele w salonie – ostatnie szlify

Opublikowany: Maj 8th, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Z racji tego, że kończymy wszelkie mokre prace wewnątrz budynku, przyszedł czas na panele w salonie. A było z nimi trochę zabawy, głównie z powodu zaokrąglonych progów kominka, progu tarasu i progu drzwi do sypialni. Próg wykonałem z drewnianego parapetu kupionego w Leroyu. Wybejcowałem, polakierowałem i wygląda równie ładnie jak panele. Kleiłem do podłogi jakimś supermocnym klejem. Nakłada się go punktowo, kładzie deskę do podłogi i już tak zostaje 😉

Jasne panele w salonie

Jasne panele w salonie

Panele kroiłem oczywiście wyrzynarką marketową, która po zmianie ostrza dała radę 😉 naprawdę nie ma co narzekać na sprzęt za 80 zł kupiony w Carrefourze. Czasem ma swoje złe chwile, wypadają jakieś śrubki, tępią się ostrza, ale aluminiowa taśma radzi sobie z takimi drobnostkami i można dalej śmigać.

Biały kasztan - panele

Biały kasztan - panele

Jeśli chodzi o kolejne porady wujka Grzesia, to najlepiej wszelkie łuki odrysować i wykroić z kartonu, a następnie odrysować i wykroić na panelu. Wszystko powinno wyjść cacy. Detale można już uzupełnić kolorowym silikonem, albo matą korkową. Nie pali się, więc dookoła kominka w sam raz.

Biały kasztan - panele

Biały kasztan - panele

Poza tym ? Jak to Polskie panele … kilka sztuk poszło na straty ze względu na krzywizny, dwie sztuki miały uszkodzone pióra i wpust podczas transportu jak sądzę, chociaż przy rozładunku nie zauważyłem. Na szczęście rekompensują mi to ładnym wyglądem, to ciężko im odmówić.


Meblujemy sypialnię – czyli szafy i szafeczki

Opublikowany: Kwiecień 22nd, 2012 | Autor: | Kategoria: Dom i mieszkanie |
Tagi: , , , , ,
Brak komentarzy Brak komentarzy »

Ostatni weekend minął pod znakiem Ikei i skręcania szaf. Trochę przygód oczywiście było, a wszystko zaczęło się od tego że sam skręcałem szafę o wysokości 236cm, no i jak się można domyśleć coś poszło nie tak. Szafa podczas stawiania się wymsknęła i hyc bęc – pękła na pół.
To są właśnie efekty nie stosowania się do instrukcji, oraz jakość płyty wiórowej.
Szczęście w nieszczęściu okazało się kosztowne, ale bardziej satysfakcjonujące. Z racji tego że połamałem jedną szafę, pojechaliśmy po drugą i przy okazji wymieniliśmy 3 szafki 60cm na 2 szafki po 80cm z frontami z czarnej szyby. Podobnie zrobiliśmy z frontami szafy, które z niewiadomych przyczyn wzięliśmy białe. Pojęcia nie mam jak to się stało, ale tak kończą się zakupy na ostatnią chwilę przed świętami.

Ponieważ niebawem na świat przychodzi nasz maluch. Zaprojektowałem sypialnię tak, aby można w niej było zmieścić ciuchy i dzidziuchy. Plan jest prosty – dwie osobne szafy i szafki pomiędzy nimi, a pod szafkami łóżeczko. Dzięki takiemu rozwiązaniu mamy widok na dziecko i odwrotnie. Jej cały czas obok. Kiedy dorośnie wystawimy łóżeczko i na jego miejsce wstawimy komodę i TV 😀

Sypialnia - Ikea Pax, Rubrik

Sypialnia - Ikea Pax, Rubrik

Szafki dla bezpieczeństwa połączone są pomiędzy sobą śrubami, oraz do szaf. Szafy natomiast przykręcone są regulaminowo do ścian. Myślałem jeszcze o wspornikach pod szafkami, ale teraz wydaje mi się to przesadą.

Drugie podejście do stawiania szaf było już bardziej udane, chociaż umęczyłem się straszliwie. Obecne zatrzaski do drzwi szafy mają być niby proste w montażu, a czas na ich montaż wydłuża się x2. Montaż drzwiczek do szafek to już męka. Wkręcanie śrub do aluminiowych oprawek skutkuje odciskami na obu łapkach, oraz 3 zdartymi śrubokrętami.

Na koniec złożyłem już łóżeczko. Tu poszło trochę szybciej niż z Ikeą.
Na szczęście po kilku godzinach pracy efekty są zadowalające.

Sypialnia - Ikea Pax, Rubrik

Sypialnia - Ikea Pax, Rubrik


-->