Panele cz.2

Kolejna porcja paneli.
Tym razem mój upatrzony biały kasztan, który na zdjęciach wygląda trochę beżowo 🙂 ale na żywo to imitacja białego drewna z szarymi słojami. Wyglądają naprawdę cacy, ale niestety nie można tego samego powiedzieć o jakości tych paneli.

Pokój na piętrze - Panele Artens kaszatan biały
Pokój na piętrze – Panele Artens kaszatan biały

W gabinecie kładłem panele AC3 Classen-a i mogę śmiało powiedzieć, że jakościowo wypadają lepiej niż AC4 Artens-a. Nie chodzi o powierzchnię, bo tu nie ma o czym dyskutować, ale takie kwiatki jak na przykład 2 krzywe panele na 4 opakowania to norma. Najgorsza jest niestety jakość brzegów, które są baardzo delikatne. Łatwo uszczerbić krawędzie, lub uszkodzić pióro czy wpust. Zdecydowanie słabiutko wygląda to przy montażu. Po położeniu jest już spoko, ale straty podczas układania są spore.

Pokój na piętrze - Panele Artens kaszatan biały
Pokój na piętrze – Panele Artens kaszatan biały

Cena tych paneli jest kusząca, fakturka super, tylko niestety część pójdzie do pieca … szkoda.

Schody - gres Arizona
Schody – gres Arizona

Panele mają 8mm, stukot delikatnie mniejszy niż panele 7mm, nawet na gąbce 6mm.
Wciąż nie drewno 🙂

Panele w gabinecie

W końcu przyszedł czas na położenie paneli, które pomyślnie przeszły okres rocznej inkubacji 😉 Niesamowite, że tyle czasu leżały nie wypaczone i nie zjedzone przez korniki, ale właśnie nadszedł ich czas. Zabrałem się do tego szybko i sprawnie:

Folia paraizolacyjna, gąbka 6mm, taśmy i kołki szybkiego montażu.

W zasadzie po 5-6 godzinach miałem gotowy pokój.
Chyba nie ma prostszego parkietu w montażu … no może poza wykładziną.
Zasady układania są proste jak budowanie z klocków Lego.
Panele łączymy tak: najpierw krótkie boki, następnie dłuższe pod kątem 45 stopni.
Trochę wprawy i idzie bardzo szybko.
Na beton idzie folia, potem gąbka i panele … wuala, zostało tylko przywiercenie listew bocznych.

Układanie paneli - warstwy
Układanie paneli – warstwy
Dąb Hartley
Dąb Hartley

Jeśli wydaje się komuś, że grubsza gąbka całkiem wyeliminuje hałas to się myli. Jeśli będziemy chodzić na bosaka to z pewnością będzie cicho, ale w twardej podeszwie i tak będziemy słyszeli charakterystyczne stukanie. Podobnie zresztą jak w drewnie, choć w innej tonacji.

Gres na schodach i korzytarzu

Wszystko po kolei 😉 Odwlekane układanie gresu na schodach i korytarzu czas kończyć.
Tym razem do sprawy podeszliśmy bardziej profesjonalnie niż ostatnio, a więc kupiliśmy po 1 sztuce tych kafli które nam się podobały i sprawdzaliśmy je w normalnym oświetleniu w naszych wnętrzach. Oczywiście wszystkie które podobały się nam w marketach budowlanych (Praktiker, Leroy, OBI, Castorama) na miejscu wyglądały delikatnie mówiąc z dupy … poza jednym. Gres Arizona to prawie dokładnie taki odcień i faktura jak nasze drzwi wewnętrzne.
Zaczęło się wszystko od tego, że szukaliśmy imitacji drewna na schody. Po uzyskanych efektach dokupiliśmy jeszcze na korytarz 😉

Gres Arizona 30x60
Gres Arizona 30×60

Kilka małych porad wujka.
Najpierw układamy gres na podłodze razem z dystansami i dokładnie mierzymy przy przycinaniu. Dopiero potem układamy, ale w ciągłej gotowości do ewentualnego przycięcia. Już kolejny raz zdarza mi się, że z 2 milimetrów różnicy na metrze nie można gdzieś wcisnąć krzyżyków dystansowych.
Kolejna rzecz to packa z grzebieniem.
Jeśli podłoga jest równa, w zasadzie nie ma co poprawiać w nierówności kleju. Jeśli nie jest, to może być problem, więc przygotujcie się na dociskanie i przecieranie kleju ze spoin.
Osobiście wkurza mnie młotek gumowy. Korzystam z niego sporadycznie i wolę dociskać rękoma.
Planujcie sobie drogę wyjścia 😉 Przy korytarzu musiałem prawie zrobić szpagat żeby położyć niektóre płytki i wyjść z domu ;D
Tyle porad, reszta wyjdzie w praniu. A to efekty.

Schody w gresie drewnopodobnym
Schody w gresie drewnopodobnym
Gres imitacja drewna
Gres imitacja drewna

Na zdjęciu poniżej widać dodatkowo żyrandol mojego pomysłu 😉 Niewielkim kosztem wykonania (3-oczka halogenowe, 1-deska wenge, otwornica, wiertarka i uchwyty) powstało fajne oświetlenie w przedpokoju. Nie jest ono bardzo wydajne przy tych ledowych żarówkach, ale to korytarz który nie wymaga jasnego światła, tylko oszczędnego 😉 W tym wypadku w sumie 3 Waty.

Gres imitacja drewna
Gres imitacja drewna
Gres z cokołami
Gres z cokołami

Za tydzień cokoły i fugowanie.

Malowanie parteru

Powoli zabieramy się za malowanie naszego mieszkanka na dole. Do sypialni udało się wykorzystać jeszcze zeszłoroczne farby Śnieżki 😉 i trochę zgęstniały i gruzowaty Dekoral. Na szczęście kilka porządnych wymieszań załatwiło sprawę i sypialnię udało się szybko ogarnąć. Tu nauczka na przyszłość, aby nie zostawiać farb na zimę w temperaturach zbliżonych zero.

Gabinet po malowaniu
Gabinet po malowaniu

Następny w kolejce po zaszpachlowaniu kilku uszczerbków w tynku Cekolem był gabinet. Właśnie tu skończył się grunt podkładowy śnieżki, więc wlałem uniwersalny grunt do farby i wymieszałem. Część złapie się za głowę, ale kiedyś podpatrzyłem u brata budowlańca ten patent i sprawdza się 😉 Niestety farba schnie wolniej w zimowych temperaturach, więc musiałem zostawić gabinet do wyschnięcia (z warstwą podkładową) na następny weekend. W wolnym czasie zająłem się podwieszanym sufitem w łazience i uzupełnianiem ubytków w kuchni.

Gabinet po malowaniu
Gabinet po malowaniu

Sypialnia poszła dosyć gładko. Od razu pozbyłem się naklejek na szybach, które od 3 lat straszą nazwą producenta 😉 Sypialnia oślepia bielą, no i wreszcie mogłem przenieść wszystkie graty z gabinetu.

Sypialnia na biało
Sypialnia na biało

W kolejny weekend mogłem już zająć się kuchnią. Zaopatrzyłem się w świeżą dostawę podkładu Śnieżki, oraz akrylowej Eko Śnieżki i zacząłem działać. Po kilku godzinach, kiedy wszystko wyschło, zemściło się na mnie nieodkręcanie kontaktów i włączników światła 😉 ubrudzone kontakty, niedomalowane rogi … Koniec końców i tak musiałem wszystko zdjąć i przemalować jeszcze raz, a miejscami nawet zeskrobać zacieki. Ech lenistwo wyszło.
Po pierwszym malowaniu uwidoczniły się ubytki od zacierania tynków (smugi i mikro wyżłobienia). Na szczęście podwójna warstwa farby, a miejscami nawet potrójna, załatwiła sprawę. Wyglądają prawie jak gipsowe 😉 Podobnie sprawa wygląda ze szczelinami wokół okien, co wleci w szparkę to wypełni 😉 W tak drobne szczeliny silikon nie wejdzie, a farba radzi sobie bez problemów.

Uzupełniania ubytków w tynku
Uzupełniania ubytków w tynku

Najdłużej schodzi się ze wszystkimi rogami. Słaba precyzja może nas kosztować przybrudzenie kafelków lub ościeżnic, na co warto uważać, bo dzisiejsze ościeżnice po próbie zeskrobania takich zacieków pozbywają się jej razem z okleiną. Niewiarygodne że kawałek tektury powleczony drewnopodobnym wzorem kosztuje ponad 450 zł i jest taką tandetą!

Kuchnia po malowaniu
Kuchnia po malowaniu

Na koniec zająłem się ubytkami w salonie i korytarzu, aby w końcu je pomalować. Niestety niektóre szczeliny i uszczerbki po poprzednich fachowcach wołały o pomstę do nieba. Tydzień później szczeliny zostały przetarte i można było już malować.

Korytarz na dole
Korytarz na dole

Miałem od razu okazję przetestować na korytarzu nasz najnowszy nabytek czyli Śnieżkę Max. Siła krycia jest o niebo lepsza od Śnieżki Eko, cena oczywiście wyższa, ale wydaje mi się, że wydajnościowo sprawdza się lepiej niż Eko (tej trzeba nakładać grubszą lub podwójną warstwę).

Wiatrołap na dole
Wiatrołap na dole

Tym razem wycwaniłem się i odkręciłem od razu wszystkie gniazdka i kontakty, uff 😉 trochę przybrudziłem ościeżnice, ale myślę że po zaopatrzeniu w jakiś zmywacz problem zostanie szybko rozwiązany 😉

Wiatrołap
Wiatrołap

Pozostał więc już tylko salon i schody.

Salon na biało
Salon na biało

Salon okazał się łatwiejszy w pomalowaniu niż sam korytarz, a to dlatego że nie musiałem precyzyjnie obmalowywać ościeżnic 😉 ramy okien są białe, więc ewentualne zacieki i tak nie są widoczne, a zetrzeć je z PCV jest stosunkowo łatwo.

Salon na biało
Salon na biało

Musiałem ominąć boki schodów, bo tam jeszcze uzupełniam nierówności Akryl-Putzem, ale po przetarciu będzie to zamknięty temat.
Po położeniu cokołów, będzie trzeba jeszcze pewnie poprawić krawędzie z góry i ewentualnie zamalować jakieś zabrudzenia klejem.

Schody gres wenge
Schody gres wenge

Na koniec zostawiłem sobie podwieszany sufit w łazience i ganek. Co do ganku to trochę boję się malować w takich temperaturach, no i muszę w końcu podmurować parapet. Zbiera się tych pierdółek, aż weekendów nie starcza.

Oczka halogenowe w łazience
Oczka halogenowe w łazience

W czasie schnięcia zająłem się przygotowaniem oczek halogenowych i podwieszanego sufitu w łazience. Wejście kominowe w którym miał być w pierwotnych planach zamontowany piec gazowy zostawiłem odkryte na wszelki wypadek. Przez to sufit podwieszony został dość nisko. Miejcie to na uwadze podczas planowania halogenów 😉 większość pod napięcie 220V musi mieć minimalną głębokość podwieszanego sufitu około 6-10cm.

Sufit podwieszany w łazience
Sufit podwieszany w łazience

U siebie zrobiłem sufit na wysokości około 4cm od oryginalnego sufitu, więc problemy zaczęły się zaraz po montażu oprawek halogenowych. Zabrakło mi dosłownie 1,5cm po zdjęciu „fajek” z oprawek. Wpadłem więc na genialny pomysł, aby wykorzystać otwornicę. Wycwaniłem się w taki sposób, że założyłem dwie okrągłe otwornice (jedna większa, druga mniejsza) i wykroiłem w płycie kartonowo gipsowej „podkładki” w kształcie pierścieni. Podkładki te podkleiłem do podwieszanego sufitu i dzięki temu miałem dodatkowy centymetr. Wygląda to naprawdę fajnie, a po malowaniu nie widać już żadnych szczelin.

Obróbka okna dachowego
Obróbka okna dachowego

Ponieważ szpachlowanie idzie mi już całkiem dobrze wziąłem się za obróbkę okna dachowego, które mieli kończyć nasi ociepleniowcy 😉 A ponieważ uważam że jeśli chcesz coś zrobić dobrze, najlepiej zrób to sam, zabrałem się za wycinanie form.

Obróbka okna dachowego
Obróbka okna dachowego

Nie było łatwo. Trzeba było ładnie przyciąć płyty, następnie równo zamocować, podkleić narożniki i zaszpachlować. Gdzieś w trakcie pracy skończył mi się Cekol. Ech, całość musiała poczekać do następnego weekendu.

Sufit podwieszany w łazience
Sufit podwieszany w łazience

W międzyczasie przemalowałem podwieszany sufit w łazience. Szczeliny przy ścianach uzupełniłem silikonem. Cekol mógłby się wykruszyć, a silikon w wilgoci sprawdzi się najlepiej.

Okno dachowe obróbka
Okno dachowe obróbka

Kolejna warstwa Cekolu wyrównała większość ubytków okna dachowego. Po wyschnięciu resztę załatwiła packa z papierem ściernym, którą wyszlifowałem nierówności. Następnie zagruntowałem i przemalowałem. Wuala, wygląda cacy.

Okno dachowe w łazience
Okno dachowe w łazience

Na koniec musiałem jeszcze przemalować kuchnię. Okazało się, że Śnieżka Eko przy Śnieżce Max wygląda strasznie blado. Przy dziennym świetle widać było prześwity. Poza tym można uznać mieszkanie za pomalowane 😉

Malowanie salon z kuchnią
Malowanie salon z kuchnią

Do Nowego Roku !

Jesienne porządki cz.2

Jak przystało na dobrego gospodarza należało po obkopaniu ziemi wokół drzewek je obielić. W tym celu udałem się do Praktikera po wapno ogrodnicze. Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że to samo wapno (o wadze 2Kg) w Praktikerze kosztuje około 8zł, natomiast w Carrefour blisko 4zł. Ciekawostka 😉

Ogród owocowy
Ogród owocowy

Na początku nie mogłem pojąć proporcji na opakowaniu. Piszą „1 opakowanie na 10 litrów”. Na co ja mieszam i mieszam i gorzej niż mleko. Nie no za rzadkie, więc dodaję drugie opakowanie. Dalej rzadkie. Bida z nędzą ale maluję. Na początku wszystko wydaje się spływać, ale po wyschnięciu nabiera ładnej suchej bieli. Ogrodnicy polecają dodawać glinki w celu zagęszczenia, ale oczywiście nigdzie w pobliżu wapna w sklepach nie można jej znaleźć.

Ogród owocowy
Ogród owocowy

Drzewek mam naprawdę sporo. Niestety okazuje się że 3 z nich są już spróchniałe, więc wykopuję je z korzeniami i pogłębiam dół o wymiarach 2x2m. Do tych dołów wrzucam wszelkie liście, kępy traw, zgniłe owoce, drobne patyki. Za kilka lat Będzie można w tych miejscach sadzić nowe drzewka. A do tej pory niech gniją.

Ogród owocowy
Ogród owocowy

Na sad poszło mi około 10Kg wapna ogrodniczego. Najgorzej oczywiście było ze śliwkami, gdzie kora jest tak popękana, że ciężko dojść do szczeliny pędzlem. No i oczywiście nie zapominajmy o krzewach które od góry do dołu ozdobione są kolcami. Nie można tego pomalować, a chlapiący pędzel co najmniej 7 razy chlapnął mi wapnem do oka. Cudnie piecze.

Ogród owocowy
Ogród owocowy

Po co właściwie bieli się drzewka ? Panuje stereotyp że jest to zabezpieczenie przed gryzoniami 🙂 powiedzcie to mojemu psu, który nie słyszał tej teorii i skubie wapno kiedy przychodzi mu na to ochota. Otóż przed gryzoniami ochroni drzewka jedynie siatka, ale tylko w okolicy pnia. Dzięcioł na ten przykład rozpruje korę drzewka w poszukiwaniu korników lepiej niż szlifierka kątowa. Kret podgryzie korzenie. Ptak nasra 😉
Drzewka bieli się tak samo jak ludzie smarują się filtrem przeciwsłonecznym. Ma zabezpieczać nagrzewaniem się drzew, przed pękaniem kory i porastaniem drzew przez różne paskudztwa. Zabieg trzeba powtarzać co roku.

Tu będzie wyjście na pole
Tu będzie wyjście na pole

Na koniec warto sobie pogratulować wytrwałości. Praca od 6.30 rano, w temperaturze -5 do +17, wiatr który przy malowaniu wszystko schlapuje na twarz i przelotne deszczyki które mogą zmyć wapno z drzew. Uff nie ma lekko.

Jesienne porządki cz.1

Jesień to podstawowy czas na sadzenie i prace ogrodowe, więc należało się za to w końcu zabrać.
Po analizie drzewek owocowych okazało się, że wszystkie na coś chorują i są strasznie zaniedbane. Z wstępnych oględzin, część ma korniki (które wydziobują dzięcioły), część ma grzyby (przez które niszczeje kora), a część stany rakowe. Nie jest dobrze, od razu zabrałem się do przycinania.

Gałęzie po przycięciu
Gałęzie po przycięciu

Po kilku godzinach pracy, wyglądało to dużo lepiej. Następnie zabrałem się za rozkopywanie górki piasku powstałej przy pracach nad kostką brukową. Kilkaset taczek ziemi sprawiło, że w przyszłym roku wokół domu pojawi się piękny trawnik. Nawożenie i grabienie, potem siew i znów grabienie. Wszystko to po to, aby poczuć się jak w ogrodzie czy parku 😉

Przed domem
Przed domem

W międzyczasie przyciąłem również żywopłot. Ciężko go co prawda nazwać żywopłotem, bo jego stan przypominał busz, ale finalnie udało mi się go wyrównać do logicznego poziomu.

Za domem
Za domem

Powoli zaczynam zazdrościć sąsiadowi Thui, które po 2 latach urosły chyba dwukrotnie i mają już co najmniej 60cm. Obiecałem sobie zająć się tym po przeprowadzce. Na razie czas obkopać drzewka. Kiedy próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatni raz obkopywałem drzewka w sadzie, było to chyba 8 lat temu ? Mniej więcej wtedy też ostatni raz je bieliłem. Co ciekawe, drzewka były bielone jakąś farbą i do tej pory widać do którego poziomu zostały pomalowane. W niektórych drzewkach widać również jak zostały obkopane, niestety lata niegrabienia liści i usuwania owoców pozostawiły po sobie leśne runo, mchy i porosty. Należało się tego jak najszybciej pozbyć.

Wschodni trawnik
Wschodni trawnik

W międzyczasie, z kamieni które znalazłem w górce piachu ułożyłem palenisko 😉 od razu porąbałem część chrustu a z przyciętych gałęzi ułożyłem ognisko. Będzie to Dobra miejscówka na ogniska ze znajomymi. Zwłaszcza, że przyciętych gałęzi zebrało się na co najmniej 10 ognisk.

Palenisko
Palenisko

Na koniec podsypałem teren za podjazdem. Panowie od kostki nie raczyli uzupełnić tego odcinka, chociaż wybrali za dużo piachu. Kontrolnie potraktowałem ten obszar nasionami trawy, a ponieważ nie spodziewam się ciężkich samochodów w tym roku, więc w przyszłym liczę na dorodny trawnik.

Podjazd
Podjazd
Podjazd
Podjazd

Na chwilę obecną sprawę przydomowych trawników mam za sobą, nie wygląda to na zbyt wiele, ale wszystko zajęło ponad 8 dni pracy. Kolejny etap to bielenie drzewek i mini kompostowniki.

Ocieplamy dom z zewnątrz

Po obliczeniu oszczędności stwierdziliśmy szybko, że jednak w tym roku się nie wprowadzimy 🙁
Zima zaraz się zacznie, w środku jeszcze pierdyliard małych rzeczy do zrobienia, więc zgodnie stwierdziliśmy, że w tym roku zrobimy to co można jeszcze robić w dodatnich temperaturach, czyli miedzy innymi ocieplimy dom na zimę. Ocieplenie elewacji to istotna sprawa jeśli chodzi o temperatury i tempo schnięcia. Od tego zależy jakość elewacji i to czy za jakiś czas nie odpadnie nam tynk i styropian. Przekonaliśmy się szybko, że materiały służące ociepleniu zachowują się bardzo różnie i trzeba na wszystko uważać. Zacznijmy jednak od początku …

Na początek umówiliśmy się z ekipami. Pierwszy Pan (młody, konkretny z wygórowaną ceną), wszystko szło pięknie, do czasu kiedy przez przypadek nie wygadał się, że kiedyś spalili ludziom dom wypalając śmieci po ociepleniu. Chyba z wiadomych względów 3 razy bym się zastanowił żeby pozwolić mu u nas pracować.
Kolejny Pan już grubo po 40-stce, raczej mało przekonujący do siebie, zakręcony, zapominający, ale bardzo uczciwy gość. Jako jedyny fachowiec oddzwonił do nas o umówionej godzinie z wyliczeniami materiału co do metra, cena była również przekonująca.
Kolejni fachowcy byli już z polecenia kierownika budowy. Cena satysfakcjonująca (35 PLN/m2) ekipa 3 osobowa, wydali się raczej konkretni i doświadczeni.

Zaczęliśmy zamawiać towar. Od kierownika budowy dostaliśmy namiary na panią handlowiec z firmy Styropmin z Mińska Mazowieckiego. Pani przyjechała na na miejsce, gdzie uzgodniliśmy jaki zamawiamy styropian. Po naradzie zamówiliśmy na elewację domu „Pasywną Fasadę EPS 031 – 15 cm” i na elewację garażu „Fasadę EPS 70-040 – 10cm”, na cokoły kładziemy „Fasadę EPS 70-040 – 8cm”. No i się zaczęło 😉
Panowie zrobili kawałek ściany z szarego pasywnego styropianu. Poszło im to dość szybko i sprawnie.

Styropmin fasada EPS 031
Styropmin fasada EPS 031

Kawałek ścianki przeczekał weekend, ale nie do końca tak jak powinien. Mianowicie zauważyliśmy że jeden ze styropianów odpadł od ściany ! Od razu telefon do ociepleniowców i pełne zdziwienie w słuchawce wykonawcy – Niemożliwe – A jednak. Wschodnia część elewacji, nasłoneczniona, o słabszej przyczepności no i silny wietrzny weekend pomogły odpaść świeżemu styropianowi. Dodatkowo waga styropianu o grubości 15cm też miała wiele do powiedzenia.

W poniedziałek panowie zadzwonili do mnie jeszcze zanim wyszedłem do pracy. A z czym ? Z gębą ! Dlaczego ruszałem styropian !? Cała druga warstwa jest poruszona, szczeliny pomiędzy styropianem na 0.5 cm ! Itd. Po tych słowach zapytałem ociepleniowca czy się dobrze czuje ? Po jakiego wała miałbym psuć sobie elewację ? Po krótkiej wymianie zdań stwierdziłem, że być może jednak będzie trzeba ekipie podziękować. Wykonawca wyraźnie zdziwił się, a następnie uzgodniliśmy, że dziś obejrzę co zrobili i stwierdzę czy dalej będziemy współpracować. Kilka godzin później spotkała się z nimi Zuza, pan oczywiście podniósł głos, na co Zuza stwierdziła na spokojnie – Jeśli panom nie odpowiada i nie chcą tego robić, mogą w każdej chwili wyjść – po tych słowach Panowie spoważnieli, bo chyba pierwszy raz ktoś nie próbował się nawet z nimi cackać i zabrali się do roboty. Nakładali już większą ilość kleju na styropian, ubytki uzupełniali pianką, generalnie zaczęli się starać.

Klej na elewacj północnej
Klej na elewacj północnej

Następne w kolejności było już przecieranie styropianu, nakładanie kleju, siatki, następnie drugiej warstwy kleju. Warto zabezpieczyć wszystko co można ubrudzić klejem, a więc kostkę brukową, taras, okna, drzwi, filary, podbitkę itd. U nas pomimo tych zabezpieczeń i tak udało im się ubrudzić kostkę.

Klej na elewacj północnej 2
Klej na elewacj północnej 2

Całość zaczęła nabierać już całkiem przyzwoitego wyglądu do czasu kiedy nie doszliśmy do etapu ściany nad garażem. Od początku ustaliliśmy z ekipą, że jeśli pojawią się jakieś uszkodzenia panowie ponoszą koszty. Na niespodziankę nie trzeba było długo czekać, wgięta blachodachówka popsuła mi humor na cały weekend. Oczywiście telefon do wykonawcy – Pamięta pan jak się umawialiśmy za szkody ? – nawet się nie kłócił, wina i ślady obuwia ewidentnie wskazywały na nich.

Klej na elewacj południowej
Klej na elewacj południowej

Następnie przyszedł czas na cokoły. Panowie wkopali się dość płytko, dalej pojawiły się nierówności betonu których nie mogli sforsować. Całość musiała postać jakiś czas do wyschnięcia. Po czym została zagruntowana produktami Majsterpolu. Tu muszę panów pochwalić, bo zamówili dla nas towar, sami przywieźli i położyli. Nie traciliśmy już czasu na zamawianie i wyliczenia tynków, mozajek i gruntów.

Klej na elewacj wschodniej
Klej na elewacj wschodniej

Zamówienie zostało zrobione na nasze nazwisko. Samego rozliczenia materiałów mieliśmy już dokonać w składzie budowlanym. Dla pewności że Panowie nie zamówią więcej na nasze konto wzięliśmy wydruk towarów. Ze spłatą należności nie musieliśmy się też spieszyć, szef składu stwierdził że kiedy skończymy już ocieplać wtedy się rozliczymy, być może coś nam zostanie i będzie można to oczywiście zwrócić.

Klej na elewacj garaż
Klej na elewacj garaż

Kilka dni później mieliśmy już tynk silikonowy Majsterpolu na elewacji i mozaikę na cokołach.
Kolor tynku z wzornika – A 090S 80%. Kolor mozaiki M50.
Nie poznaliśmy domu 🙂 wyszło naprawdę całkiem ładnie, chociaż kolor na elewacji wyglądał naszym zdaniem inaczej niż w katalogu, to jednak połączenie wyszło całkiem całkiem. Mały domek zaczął teraz straszyć swoim szarym tynkiem.

Elewacja północna
Elewacja północna

Ślicznie. Zaczynamy pracować nad przydomową zielenią, mam już dość tego budowlanego bałaganu dookoła domu.

Elewacja północna 2
Elewacja północna 2

Etap rozliczenia był dosyć długi. Najpierw Pan spytał czemu tak drogo za uszkodzoną blachodachówkę ? Na co podałem mu cennik Plannja. Następnie mierzyliśmy jeszcze 2 razy bramy garażowe, bo Pan nie mógł uwierzyć że mają aż 11 m2 które trzeba odjąć. Wcześniej ustaliliśmy, że bramy garażowe nie wchodzą w metraż ocieplenia ponieważ mają dosyć duże powierzchnie. Finalnie jednak mój pomiar się zgadzał. Panowie policzyli sobie również montaż parapetów, ale o jeden za dużo bo zapomnieli że jeden montował dekarz przy montażu blachodachówki, to również skorygowaliśmy. Tak więc generalnie wszystko odbyło się w spokojnej atmosferze, matematyka nie kłamie.

Elewacja północna 3
Elewacja północna 3

Po tym wszystkim zamontowałem sobie czyszczaki na rynny (do usuwania zanieczyszczeń) i kratkę wentylacyjną we wschodniej elewacji (czyli w tym otworze doprowadzającym powietrze do kominka).

Elewacja południowa
Elewacja południowa
Elewacja wschodnia
Elewacja wschodnia
Elewacja zachodnia
Elewacja zachodnia

I to by było na tyle ekip w tym roku 😉 Czas zbierać siły na następny.

Kostka brukowa przed domem

Ah na jakich to znów trafiliśmy fachowców … ale może od początku.
Zachciało się nam kostki brukowej z trzech powodów:
– swobodny wjazd do garażu,
– ułatwiony transport materiałów, mebli etc.
– oraz wszechobecny piasek który nosił się po całym domu.
Tak zapadła decyzja o tym, aby położyć kostkę brukową. Po przeliczeniu ceny z materiałem, ilość metrów kostki zmniejszaliśmy do minimum 🙂
W Wołominie firmy biorą więcej niż w Warszawie, za to pomysłów mają adekwatnie mniej.

Korytowanie terenu
Korytowanie terenu

Na spotkanie umówiliśmy dwie ekipy. Pierwszy Pan, niechętnie przyjechał pokazać nam kostki które układa, był miły, uśmiechnięty … nie spodobał się żonie (cena robocizny z materiałem po utargowaniu wyniosła 100 PLN/m2 za kostkę 6cm i obrzeża 15 PLN/mb). Kolejni Panowie którzy przyjechali to rodzina. Równie mili, uśmiechnięci, cena odpowiednio wyższa (po utargowaniu ze 110 PLN/m2 na 105 PLN/m2 kostka 6cm). Postanowiliśmy sprawę przemyśleć.

Korytowanie terenu koparką
Korytowanie terenu koparką

Po kilku dniach sprawa okazała się rozwiązać sama. Zadzwonił pierwszy brukarz i poinformował, że ma lukę w zleceniu i może wchodzić do nas jutro. No to świetnie ! Pomyśleliśmy i przystąpiliśmy do negocjacji 🙂 Po pierwsze ustaliliśmy że Panowie położą nam rury od odwodnienia w cenie (prosta rzecz – zakopanie rur pod kostką). Kolejna sprawa to zmiana kostki z 6cm na 8cm przy podjeździe. Ta zmiana okazała się konieczna kiedy poinformowaliśmy, że na teren posesji okresowo wjeżdżają ciężarowe samochody (przykł. Kamaz z piachem to ponad 15 ton). Za taką kostkę cena odpowiednio wzrosła ze 100 PLN /m2 na 120 PLN m2. Nie było wyjścia, musieliśmy się na to zgodzić.

Kruszywo
Kruszywo

Po wstępnych wyliczeniach wyszło nam około 120m2 do pokrycia. Szacunkowo 14.500 PLN. Oczywiście zawsze trzeba liczyć więcej. Wszelkie łuczki pochłaniają po 0.5m więcej jeśli przejścia mają wyglądać na łagodne. Za to zaoszczędziliśmy trochę kasy na materiale. Mieliśmy już piasek i paletę cementu, który miałem wykorzystać do swoich celów 😉 w sumie ponad 1000 PLN które odliczyliśmy od ceny końcowej. Po tych ustaleniach Panowie z samego rana (6.00) przystąpili do pracy.

Rozgarnianie kruszywa
Rozgarnianie kruszywa

Na początku wszystko szło pięknie. Panowie dostali ode mnie projekt (sam wykonałem, opisałem wymiary, naniosłem nawet rury odpływowe), więc nie było żadnych wątpliwości co mają robić. Później zaczęły się pierwsze problemy. Kostka przyjechała i od razu znalazła sobie miejsce obok działki (nie na zagrodzonym terenie) na gruntowej drodze dojazdowej. Nie byliśmy z tego powodu zadowoleni, ale 2-3 dni miały naszym wujkom i sąsiadom nie przeszkadzać w koszeniu pola. Panowie zabrali się za korytowanie, co spychaczem szło bardzo sprawnie. Wyciągnęli mi nawet korzeń, który próbowałem zwalczyć chemicznie (nawiercone otwory w korzeniu i roundap to wielka forumowa ściema).
Później pojawiło się kruszywo, ubijanie, następnie żwir, znów ubijanie, kolejno piasek, znów ubijanie … gdzieś po drodze pojawiły się obrzeża zacementowane grubą warstwą od zewnętrznej strony i piasek wymieszany z cementem.


Żwir
Żwir

Już pierwszego dnia miejscowe chłopki zaczęły się kręcić blisko palet z kostką wystawioną przed domem. Druga część kostki była już na terenie działki. Zadzwoniłem do brukarza i powiedziałem, że nie biorę odpowiedzialności za towar poza posesją, na co brukarz stwierdził że jeszcze nikt mu kostki nie ukradł wiec żeby się nie przejmować. Przestałem się więc przejmować po tym jak stwierdziłem – No w sumie to i tak płacimy z metra tego co jest na ziemi, a nie z tego co zostało zamówione – i na tym rozmowa się skończyła. Kostki na szczęście nikt nie ukradł, ale … czyżby byłą tak słaba ? 🙂

Obrzeża
Obrzeża

Pierwszy problem pojawił się ze spadkiem podjazdu z garażu. Nagle okazało się, że nóżki stopujące bramy garażowe nie dosięgają do kostki. Spytałem telefonicznie czy może spadek nie jest za duży … i się zaczęło. Nasłuchałem się, że mamy źle zamocowane nóżki, że Pan robi kostkę od iluś tam lat i żebym go nie uczył jak się kostkę układa. Dużo tego, zwłaszcza że tylko spytałem czy spadek nie jest za duży. – Ja się nie będę pasować do nóżek od bramy ! Pan przyjdzie i zobaczy !- Na co wkurwiony odpowiedziałem – Właśnie tak, przyjdę i zobaczę ! I mam nadzieję, że to rzeczywiście nóżki są za wysoko i można je wyregulować ! – Po tych słowach Pan brukarz ochłonął i zaczął robić dalej.
Denerwuje mnie jak ktoś podnosi na mnie głos pracując u mnie na budowie.

Obrzeża-Certus Nostalit Brązowy
Obrzeża-Certus Nostalit Brązowy

Przyjechałem i obejrzałem więc nóżki od bramy i rzeczywiście wydały mi się za wysoko zamontowane, ale spadek od strony garażu również nie wyglądał najlepiej. Zuza nie była zadowolona, bo wciąż narzeka na słaby ręczny w Lanosie, za to deszcz na pewno nie spłynie do garażu. Zapomniałem jednak na chwilę o temacie spadku podjazdu, ponieważ panowie otwierając bramę wjazdową (chyba brama zawadzała o kostkę przy otwarciu) urwali mi zawias! Przestraszeni spojrzeli na nas gapiących się jak sroki i szef zdążył tylko wydukać – O, popsuło się – na co ja opanowując się – No to teraz trzeba naprawić jak się popsuło – szef stwierdził żeby zdjąć całkiem bramę i wtedy urwali drugi zawias! Zuza stwierdziła tylko – No to kurwa pięknie – po czym odstawili bramę pod siatkę – Widzisz Pan, już stare spawy, już samo odchodziło – tłumaczył szef, na co ja stwierdziłem tylko, że i tak musicie to pospawać.

Łuki z obrzeży przy bramie
Łuki z obrzeży przy bramie

Panowie olali temat bramy i zabrali się do roboty. Po blisko 4 godzinach zaczęli się zbierać do wyjścia. Szef wymyślił sobie dzień wcześniej, że dziś chciałby dostać zaliczkę 8 tysięcy, chociaż jak sam stwierdził na początku zaliczek nie bierze. Więc zanim nastąpiło rozliczenie, spytałem wprost – A co z bramą ? – na co szef odpowiedział – Musisz sobie Pan pospawać – i mnie zatkało – Ja mam sobie pospawać !? – No a ja ?! – zdziwił się brukarz. No i wtedy już przestało być zabawnie – Popsuliście bramę, to ją teraz musicie naprawić ! – i Pan brukarz zaczął swój koncert – Przecież to nie specjalnie ! Jak miałem wejść do środka ? Przefrunąć ? Panie bądź Pan człowiekiem ! Jakby Pan taksówką jechał, wychodził i urwał drzwi to by Panu taksówkarz nie kazał drzwi naprawiać ! – Zuza i ja słuchaliśmy z niedowierzaniem – Jak kiedyś koparką jednej babie rurę przerwaliśmy, to sama pojechała, kupiła i nic nie kazała zwracać ! Nie będziecie mnie tu wrabiać !- kontynuował pan brukarz, ale w tym wywodzie przerwałem mu – Chyba na własne oczy widziałem jak urwaliście mi bramę – Ale przecież nie specjalnie ! – po tym słowotoku przerwałem tą głupią rozmowę i stwierdziłem – Kurwa, zepsuliście bramę, ma to być zrobione i koniec ! – i wtedy Pan brukarz zaczął już się drzeć – Kurwa ?! Kurwa !? Pan mnie nie denerwuje, ja mam dzieci w Pana wieku ! W nic mnie nie będziecie wrabiać ! – popatrzyłem na niego machającego mi palcem przed nosem i odparłem – Panie nie drzyj Pan mordy ja jestem u siebie ! – przez kilka sekund nastała cisza, po czym brukarz znów podniósł głos, więc powtórzyłem jeszcze raz – Nie drzyj się nie mnie jestem u siebie ! Brama ma być zrobiona i koniec ! – obróciłem się i poszedłem. Brukarz ochłonął poszedł za mną i stwierdził – Dobra, pospawamy tą bramę żeby był mój spokój a Pana racja – ręce mi opadły, bo za chwilę mieliśmy wypłacać tą niezapowiedzianą zaliczkę.

Rury odpływowe
Rury odpływowe

Po podpisaniu przez Pana Ponichterę (bo tak się Pan Jerzy podpisał) odbioru gotówki, usłyszeliśmy jeszcze – Dziękuję za takich klientów ! Jeszcze mnie nigdy coś takiego nie spotkało ! Życie was jeszcze nauczy ! – I Pana też życie nauczy – odpowiedziała szybko Zuza, ale brukarz przerwał – Mnie już życie nauczyło, ja już wszystko wiem ! – na co zaśmiałem się i powiedziałem – Człowiek się uczy całe życie … – i po tych słowach pracownik szefa wymienił ze mną uścisk dłoni (chyba dawno już ktoś ich szefa nie opieprzył) i pojechali. Przez cały długi weekend nie mogliśmy uwierzyć, że można być takim burakiem i prowadzić firmę. Po raz pierwszy ktoś też podniósł na nas głos na naszej posesji.

Układanie kostki
Układanie kostki

Postanowiliśmy olać tą sprawę i po prostu wszystko na chłodno opisać. Następnego dnia okazało się, że wujek Zuzy ma spawarkę własnej roboty i w ciągu 20 minut ? Pospawał nam bramę. O to było tyle krzyku ? Potem okazało się, że najtańsza spawarka w Leroy Merlin kosztuje 170 PLN, pomyślałem że chyba śnię ! Wysłałem Panu Ponichterze SMS-a, że brama jest już zespawana i już może zapomnieć o temacie. Chyba kupię sobie spawarkę.

Układanie kostki
Układanie kostki

Po długim weekendzie Panowie nie spodziewali się mnie na miejscu, byli wyraźnie niezadowoleni, że jestem, pilnuję i piję sobie kawkę. Po chwili zaczęło jednak trochę kropić, więc przyszedł pan brukarz i stwierdził – No to my będziemy jechać, pogoda nie dopisuje. I tak jutro mieliśmy przyjechać – na co ja stwierdziłem tylko – Trudno, do widzenia – trochę się zdziwił, wyszedł i pojechali. Deszcz przestał padać po 30 minutach i do końca dnia już nie zapadał 😉

Połączenie kostki 8 z 6
Połączenie kostki 8 z 6

Kolejny dzień Zuza musiała już użerać się z nimi sama. Pracownicy pili sobie oczywiście podczas pracy piwko i chowali kiedy tylko widzieli Zuzę. Zawsze znajduję później po ekipach piwa lub wódki pochowane w trawie, albo pod deskami. Co za ludzie ?
Panowie zaczęli robić chodnik do kotłowni – Czemu tu jest taka górka ? – spytała Zuza – Ja z Pani mężem ustalałem, że tu ma być równo z drzwiami ! To jest kotłownia, tu się będzie taczką jeździć ! – po czym Zuza wysłała mi zdjęcia. Popatrzyłem i faktycznie podejście wydało mi się za duże. Chciałem równo z drzwiami, ale nie sądziłem, że dalej będzie taki spadek. Zuza poczekała aż skończą podejście i stwierdziła, że nie jest tak źle jak się po tym chodzi i nie chce już się o to z nim kłócić, bo rozmowa przypomina rozmowę z małym dzieckiem, które krzykiem i tupaniem osiąga swoje cele. Postanowiliśmy już nie dyskutować z brukarzem

Podjazd z kostki
Podjazd z kostki

Kiedy Panowie skończyli, szef stwierdził że oni już jadą. Zuza spytała czy chce czekać na męża żeby odebrał robotę, na co Pan Ponichtera się oburzył – Ja tu nie będę do 20.00 czekać ! Ja mam swoją rodzinę ! Gospodarz powinien tu być najpóźniej o 17.00 i czekać żeby się rozliczyć z pieniędzmi ! – Ok to w takim razie rozumiem, że Pan przyjedzie w sobotę jak mąż będzie rano i wtedy się rozliczymy ? – Ja tu nigdzie nie będę przyjeżdżał ! Wy do mnie przyjedziecie ! Szkoda mi paliwa ! Jutro najlepiej, nie będziecie mi chyba kazali dwa dni do soboty czekać ?! – po czym obrócił się i pojechał. Pozostawię to bez komentarza 😉


Kostka brukowa - chodniki
Kostka brukowa – chodniki

Pan brukarz obiecał nam gwarancję, ale 3 lata (czyli gwarancja producenta na kostkę), bo na usługę już chyba nie mamy co liczyć :). Obiecywał co prawda, że jakby coś to on na pewno przyjedzie i poprawi, ale na słowo to chyba trudno mu wierzyć. Na domiar złego, brukarz nie wziął od nas danych do faktury, więc od razu poinformowaliśmy, że bez gwarancji na kostkę nie zapłacimy całej kwoty. Zapłaciliśmy więc 3/4 należności, a po resztę Pan brukarz zadeklarował się zgłosić po tym jak dostanie fakturę od producenta.

Kostka brukowa - Podjazd
Kostka brukowa – Podjazd

Generalnie nie jesteśmy tak zadowoleni jakbyśmy chcieli. Spadki chodników wykonane są raczej mało starannie, ale myślę, że najgorsze przyjdzie w zimie kiedy kostka będzie oblodzona. Sama kostka (Certus Nostalit) też prezentuje się dość kiepsko pod względem jakości. Niedociśnięte formy, przylegający papier (pomiędzy kostką na palecie), który schodzi dopiero po 10 deszczu. Brak impregnacji, który pokaże każdą plamę oleju pod samochodem i zachowa na zawsze 😉 wcierający się tynk, cement, na który trzeba bardzo uważać. W jednolitym kolorze wszystko widać bardzo dobrze. Na kostkach typu Picola (kropkowana mozaika) na nich będą dużo mniej widoczne zabrudzenia, ale cena będzie odpowiednio większa.

Kostka brukowa - wysypany piasek
Kostka brukowa – wysypany piasek

Tak czy inaczej, cieszymy się, że mamy to już za sobą. Piachu jest wyraźnie mniej w domu, samochodem już można zawrócić na trzy przed garażem, a rozładunek towaru z samochodów dostawczych to czysta przyjemność 😉 Szkoda tylko pieniędzy i nerwów z takimi fachowcami.

Tynki w garażu, kotłowni i ganku

Ponieważ chcieliśmy jak najszybciej zamknąć temat robót „mokrych” w naszym domu, nie przebieraliśmy w ogłoszeniach, tylko sięgnęliśmy po gazetę i zaczęliśmy umawiać fachowców. Oczywiście każdy zastawiał się terminami, ceną itd. ale udało się nam umówić kilku fachowców.
Generalnie na terenie Wołomina tynki plasują się na poziomie 27 PLN za m2 i takie ceny podawały ekipy. Oczywiście na miejscu okazywało się, że z powodu małej powierzchni do otynkowania (127m2) cena skacze do 30 PLN / m2. Bardzo nam się to nie podobało, ale czas nas naglił, więc jakoś przełknęliśmy cenę i umówiliśmy ekipę.
Ekipa z ogłoszenia po raz kolejny okazała się błędem.
Na początek szef ekipy (pan Najman) zmieniał 2 razy termin i tak oto przepadł mi cały urlop na samym w oczekiwaniu na nich.

Tynki w kotłowni
Tynki w kotłowni

W końcu po 2 tygodniach oczekiwań pojawili się fachowcy. Umówiliśmy się na 3-4 dni pracy (poprzedni tynkarze otynkowali nam dwa piętra w 3 dni). Panowie przyjechali w sobotę. Założyli kilka narożników, popryskali ściany garażu. W sumie zajęło im to 3 godziny i pojechali bo towar im się skończył 🙂 Po tym można by już się domyśleć co będzie działo się dalej. A dalej było już tylko gorzej. Panowie (później niż poprzednie ekipy) zjawiali się około 10.00-11.00, nie rozłożyli folii na podłogach (tam gdzie są kratki odpływowe), na bramach garażowych, etc. Zuza upominała ich codziennie o to, żeby to zabezpieczyli wszystko co się może ubrudzić, ale odpowiadali że oni to wszystko posprzątają. Po całym dniu takiego gadania Zuzy, w końcu nie wytrzymałem i opierdoliłem telefonicznie szefa (który jak się okazało tylko przywoził 2 fachowców do pracy i wracał do domu). Powiedziałem, że mają wszystko zabezpieczyć, bo ja później nie będę skrobał tynków z wylewek i bram. Następnego dnia szef pogadał z fachowcami i … dalej nic nie zrobili 😉 Okazało się że pracownicy mają swojego szefa w głębokim poważaniu. Jeden zmienia zawód, a drugi ma to w dupie.

Schowek w garażu
Schowek w garażu

Dzień trzeci. Tym razem nie wytrzymała Zuza. Pomimo mojej rozmowy i szefa, tynkarze olali sprawę zabezpieczeń i dalej robili swoje. Zuza spytała czy sama ma im poukładać te folie ? Na co fachowcy stwierdzili, że przecież oni to wszystko posprzątają i umyją. Pop południu przyjechał szef. Zuza spytała o folię, szef stwierdził że się posprząta i wtedy prawdopodobnie coś w niej pękło 😉 poleciała słona wiązanka na szefa, o folii, o terminach, o tym że minęły 3 dni a nie zaczęli jeszcze kotłowni i ganku, a każdy ma w dupie to co ona mówi. Szef się delikatnie mówiąc zdziwił, po czym oburzył i powiedział że skoro się nam nie podoba to zbierają sprzęt i kończą. Na co Zuza stwierdziła krótko – To proszę zabierać sprzęt i kończyć !-
Szef oniemiały wydukał, że musimy najpierw zapłacić za skończony garaż i się zbierają. Na co Zuza odparła – Musicie najpierw skończyć garaż – Przecież jest skończony ! – Tak ? To zapraszam do garażu – a wtedy jego oczom ukazały się bramy garażowe na których nie było jeszcze przyklejonych wszystkich narożników – I co ? Czegoś tu nie brakuje ? – Spytała Zuza i pokazała jeszcze zasyfiony otwór kratki odpływowej. Po tym wszystkim szef obraził się i po prostu pojechał w nieznane zostawiając swoich ludzi …

Kotłownia
Kotłownia

Po tej akcji sprawa spadła na moją głowę, bo musiałem jakoś to wszystko załatwić. Byłem zdecydowany żeby natychmiast się zbierali, obciąć wynagrodzenie i pogonić to całe towarzystwo, ale pomyślałem że następna ekipa za dokończenie ganku weźmie już 40 PLN, więc zadzwoniłem na spokojnie do gościa. Oczywiście Pan żalił się na żonę, że na niego nakrzyczała, że jeśli nam nie odpowiada jeden dzień poślizgu to oni mogą się zbierać. Spytałem więc czy dalej utrzymuje, że to będzie tylko jeden dzień poślizgu, bo przecież nie zaczęli jeszcze ganku. Pan się chwilę zastanowił i stwierdził – Tak jeden dzień – na co ja po dalszej rozmowie na temat zabezpieczenia bram i podłogi folią, oraz ostatecznym terminie prac zgodziłem się na to, aby kontynuowali prace z ostatecznym terminem który sami przełożyli.

Tynki - Kotłownia i ganek
Tynki – Kotłownia i ganek

Następnego dnia prace zaczęły się posuwać jakby szybciej. Większość elementów została zabezpieczona, bo żona szefa przywiozła w ciągu dnia folię ochronną. Panowie walczyli ze wszystkim do wieczora. Z tynkami udało im się z czasem, ale ilością sprzątania byli wyraźnie zaskoczeni 😉 Mieli tyle do mycia, że gdyby położyli folie ochronne skończyliby dzień wcześniej. Efekt – tynkowanie 127 m2 zajęło im 5 dni!

Tynki - Garaż
Tynki – Garaż

Samo tynkowanie zajęłoby im spokojnie 3 dni bez większego ciśnienia, ale najwyraźniej tym osobnikom nie chciało się wcale pracować. Żeby było śmieszniej mieli płacone z metra a nie na godziny, więc kompletnie ich nie rozumiałem. Na sam koniec przyjechał szef i chciał się już rozliczać. Na co ja stwierdziłem, że po pierwsze muszę robotę odebrać w świetle dziennym, po drugie będę dopiero koło 20.00 bo tak wracam z pracy, a po trzecie i tak nie mam pełnej kwoty, bo bank już zamknięty, a przez ich opóźnienie musiałem zapłacić zaliczkę panom od kostki brukowej. Skwitowałem całą sytuację – Ja też mogę mieć chyba dzień poślizgu ? – Po tym szef stwierdził że nie będzie na mnie czekać i wpadnie rozliczyć się w sobotę .

Tynki - Garaż
Tynki – Garaż

W wielkim skrócie szef przyjechał w sobotę. Zanim się rozliczyliśmy, musiał jeszcze pozacierać kilka nierówności, o których jego ludzie jeszcze zapomnieli. Na same tynki nie ma co na razie narzekać, natomiast …
Panowie zatynkowali mi 2 gniazdka, upieprzyli bramy (nawet po myciu widać), zasyfili odpływy i nie zamocowali jednej puszki !
Nerwów nie jestem w stanie ocenić. Uff skończyli.

Gres, Terakota – samemu

Grześ glazurnik poczuł samczą manię majsterkowania i postanowił zmienić nasz stary paskudny gres na coś ładnego 😉
I tym oto sposobem mamy nową kuchnię i łazienki.

Kafelki w łazience na dole
Kafelki w łazience na dole
Kafelki w łazience na górze
Kafelki w łazience na górze
Kafelki w kuchni
Kafelki w kuchni

Czy było trudno ?
Łatwo nie było, ale jaka to filozofia ?
Najpierw umyć podłogę, po wyschnięciu zagruntować (2-3h schnięcia), w łazienkach dodatkowo folia w płynie (malowanie 2 razy co 3 godziny i 24h schnięcia całkowitego) i można już kleić. Klej elastyczny, do gresu i jazda 😉 młotek gumowy, poziomica i krzyżyki dystansowe.
Wszelkie instrukcje znajdziecie w internecie, proste jak budowa cepa, tylko trzeba robić dokładnie.
http://www.leroymerlin.pl/porady/ukladanie-terakoty-w-kuchni,1236609857.html

Jakie popełniłem błędy?
Nie zmyłem fugi po 3 godzinach. Efekt ?
10-12 godzin skrobania zaschniętej fugi z gresu. Pamiętajcie, żeby nie zostawiać wodoodpornej i elastycznej fugi na dłużej niż 4 godziny po nałożeniu.
Poza tym … każdy może to zrobić 😉